Choć kaszaloty biorą oddech raz na 40 minut, naukowcy potrafią przewidzieć, gdzie nastąpi wynurzenie. W tym miejscu w powietrzu czeka już mały model helikoptera, specjalnie przygotowany do pobierania próbek. Przy każdym wynurzeniu zwierzę wypuszcza w górę fontannę wody i pary. Właśnie próbkę tej mgiełki pobiera śmigłowiec.

System wymyślony przez Karinę Acevedo-Whitehouse z Londyńskiego Towarzystwa Zoologicznego testowany był już w okolicach Gibraltaru i w wodach Zatoki Kalifornijskiej. Czego właściwie szukają naukowcy? Ponieważ kaszaloty bardzo trudno jest zbadać, cała wiedza o ich chorobach pochodzi z badania martwych zwierząt. Helikopter daje możliwość sprawdzenia kondycji dziko żyjących osobników.

W wyrzucanej w powietrze przez walenie wodzie znajdują się drobnoustroje, bakterie i próbki śluzu zwierzęcia. Naukowcy już wcześniej obserwowali, że najczęściej owa mgiełka pachnie po prostu oceanem, ale czasami śmierdzi zgnilizną. To naprowadziło ich, że woda wpuszczana przez zwierzę może świadczyć o jego kondycji i ewentualnych chorobach.