Samotny George od 36 lat jest pod opieką ekwadorskich naukowców w Instytucie Karola Darwina na wyspie Santa Cruz. Długie lata spędził w pojedynkę, nie okazując zainteresowania żółwimi samicami. Nie wiadomo, co było tego przyczyną - ma dopiero 90 lat, więc jak na żółwia słoniowego jest w kwiecie wieku (osobniki tego gatunku mogą dożyć nawet 300 lat). O George'u rozpisywały się nawet tabloidy, które jego niechęć do płci przeciwnej tłumaczyły... homoseksualizmem.

Opiekunowie George'a stracili już nadzieję, że gad kiedykolwiek zostanie ojcem - co pozwoliłoby uratować zanikający gatunek żółwia słoniowego. Kilka miesięcy temu pracownikom rezerwatu udało się jednak podejrzeć George'a podczas amorów z żółwicą zbliżonego gatunku. Dalsze poszukiwania przyniosły jeszcze bardziej zaskakujące odkrycie: wśród krzaków porastających Santa Cruz odnaleziono gniazdo z dziewięcioma gigantycznymi jajami. Natychmiast trafiły do inkubatora.

Historia ta na razie nie ma happy-endu. W zeszłym tygodniu okazało się, że większość znalezionych jaj nie jest zapłodniona. "Jesteśmy zaskoczeni i rozczarowani. Jaja pozostaną w inkubatorach, a my bedziemy szukać przyczyn tego niepowodzenia" - mówi Washington Tapia, jeden z opiekunów wiekowego żółwia. "Na tym etapie nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy George jest bezpłodny. Tylko badania genetyczne mogą to wykazać ze stuprocentową pewnością" - dodaje.

Pracownicy rezerwatu nie tracą jednak nadziei. Z kilku pozostałych jaj wciąż mogą wykluć się młode, dzięki czemu szanse na przetrwanie ginącego gatunku znacznie wzrosną.