Do pechowego incydentu doszło, gdy Heidemarie Stefanyshyn-Piper szykowała się do oczyszczania ruchomego łącznika, do którego zamocowane są baterie słoneczne stacji kosmicznej. Jak wynika z relacji astronautki, zabrany przez nią pistolet ze smarem nagle wybuchł, a ciemna maź ubrudziła rękawice jej skafandra oraz kamerę, którą rejestrowano przebieg napraw.

Gdy Heide próbowała oczyścić swój kombinezon, torba z narzędziami wyślizgnęła się i odpłynęła w przestrzeń kosmiczną. Wraz z białym pakunkiem astronautka zgubiła wszystkie zabrane ze sobą narzędzia.

"No po prostu cudownie" - wymamrotała Heide. Na szczęście towarzyszący Heide astronauta, Stephen Bowen, posiadał taki sam zestaw. W ten sposób, dzieląc się przyrządami, astronautom udało się oczyścić łącznik. Załogę Endeavour czekają jeszcze trzy spacery kosmiczne, poświęcone konserwacji i regulacji paneli słonecznych. W czasie nich inżynierowie także będą musieli się dzielić narzędziami.

Jak wyjaśniła dyrektor lotu Ginger Kerrick, zarówno dryfująca torba, jak i jakiekolwiek znajdujące się w niej narzędzie nie stanowią zagrożenia dla wahadłowca lub stacji kosmicznej. W nocy z wtorku na środę feralny sprzęt oddalił się od promu o ponad cztery kilometry. "Torba podąża teraz swoją drogą, z dala od nas" - zapewniła reporterów Kerrick.

Specjaliści ANSA nie wiedzą, dlaczego pistolet ze smarem eksplodował, a torba tak łatwo odczepiła się od reszty sprzętu astronautów.

"To ludzka przygoda. Błędy mogą się zdarzać, a sprzęt może zawodzić" - stwierdził John Ray, nadzorca spacerów kosmicznych z Centrum Kontroli Lotu. Ray dodał, że Heide wykazała się "wielkim hartem ducha i dyscypliną", przystępując do pracy mimo niefortunnego zdarzenia.