Wirus otrzymał łacińską nazwę Bundibugyo ebolavirus. Bundibugyo to rejon w Ugandzie, w którym wybuchła epidemia. To już trzecia odmiana wirusa eboli, która zabija ludzi. Wcześniej odkryto wirusy Zair, Sudan i Wybrzeże Kości Słoniowej, a nazwano je tak od miejsc, w których zabijały. Istnieje jeszcze jedna odmiana wirusa eboli o nazwie Reston - na szczęście występuje tylko u małp.

Powodująca gorączkę krwotoczną ebola jest jednym z najgroźniejszych wirusów na świecie. Śmiertleność dla odmiany Zair wynosi nawet 90 proc. (w stadium agonalnym występuje nawet krwawienie z wewnętrznych ścian serca). Nie ma na nią lekarstwa, chorym podaje się leki uśmierzające ból oraz dużo płynów, by nie zmarli z odwodnienia.

Izoluje się również skażony teren, by epidemia samoistnie wygasła. Bo najgroźniejsza cecha eboli jest zarazem jej największą słabością: wirus tak szybko zabija, że nie jest w stanie szybko się rozprzestrzeniać. To dlatego epidemie gorączki krwotocznej mają zasięg ograniczony do niektórych rejonów Afryki.

Naukowcy ostrzegają jednak, że ebola może niedługo trafić na inne kontynenty. Sprzyja temu rozwój sieci komunikacyjnej w Afryce i rosnący ruch lotniczy. Pierwsze objawy choroby pojawiają się dopiero po 4 dniach, więc nieświadomy pasażer może przenieść ją dalej.