Roboty, które dotychczas budowali naukowcy, nie są zbyt bystre. Odtwarzają po prostu ciąg operacji, który mają zapisany w pamięci. I jakkolwiek skomplikowane nie byłoby ich oprogramowanie, jeśli znajdą się w sytuacji, której nie przewidział programista, po prostu przestają działać. Nie potrafią bowiem - jak ludzie i inne stworzenia żywe - dostosowywać się do nowych warunków. Dotyczy również sytuacji, gdy zostaną wyposażone np. w nowy czujnik, chociażby oko. To oczywiste, że jeśli mózg zawiadujący ich pracą nic o nim nie wie, robot nie będzie w stanie z takiego oka skorzystać.

Być może jednak to się zmieni i to już niedługo. Christopher MacLeod, inżynier zajmujący się sztuczną inteligencją w brytyjskim Robert Gordon University, stworzył robota, który dostosowuje się do zmian naśladujących biologiczną ewolucję. O co chodzi?

Trzeba zacząć od tego, że robot uczonego nie wygląda zbyt imponująco. Ma kształt niewielkiej książki wyposażonej w dwa sztywne kołki, którymi może poruszać. Są to odnóża urządzenia, dzięki którym przenosi się czy raczej przeskakuje z miejsca na miejsce.

Robot dostał proste zadanie – tak poruszać kołkami, by przebyć jak największy dystans w ciągu tysiąca sekund. Musiał wypróbować wszystkie kombinacje ruchów, a następnie wybrać najbardziej efektywną. Kiedy to już się stało, urządzenie zostało wyłączone. Naukowiec dodał mu pierwszy ruchomy staw i dodatkowy kołek. Tym samym robot uzyskał znacznie bardzie zaawansowaną nogę.

Ale jak poruszać się z czymś takim? Poprzedni sposób, który przypominał ruchy podskoczka mułowego, przestał się sprawdzać. Robot zaczął od tego, ale kiedy dawny krok okazał się nieefektywny, zaczął wypróbowywać inną konfigurację ruchów. Wreszcie znalazł taką, która zadziałała – tym razem drobił nóżkami jak salamandra.

Jak to możliwe? Otóż mózg urządzenia, czyli jego oprogramowanie, rozwijał się trochę tak jak mózg ewoluujących zwierząt. Gdy nabywały one nowe umiejętności albo np. rozwijały im się nowe kończyny, w ich umyśle pojawiały się nowe skupiska neuronów, które zajmowały się zawiadywaniem nimi. To samo dotyczy robota – gdy znajdował optymalny sposób chodzenia, jego kod powiększał się o nowo odkryte procedury.

Na koniec uczeni postanowili, że robot wyewoluuje do stadium ssaka. Urządzenie dostało dodatkowe dwie kończyny. I znów początkowo próbowało poruszać się jak salamandra, ale gdy okazało się to nieefektywne, zaczęło szukać innego rozwiązania. Ostatecznie biegało tak jak ssaki. Podobnie jak poprzednio jego mózg, czyli oprogramowanie, rozwinął się, zapisując nowy sposób działania.

MacLeod planuje już rozwinięcie prowadzonych przez siebie doświadczeń. Otóż chce zmienić zadanie, które dano robotowi. Dotychczas miał on tylko dojść jak najdalej (w rozwiniętej wersji eksperymentu unikając światła dzięki wykorzystaniu zamontowanej na jego głowie kamery). W przyszłości naukowiec chce postawić przed robotem znacznie większe wyzwanie – pozwolić mu samemu zdecydować, ile kończyn i jakich czujników potrzebuje do wykonania konkretnych poleceń.

Jak widać, narodziny sztucznej inteligencji mogą nastąpić znacznie szybciej, niż przypuszczamy.