"Statek kosmiczny Orbiting Carbon Observatory (OCO) nie dotarł na orbitę" - poinformował koło południa George Diller z NASA. "Cały czas staramy się ustalić, jaki jest obecnie status pojazdu, czyli gdzie się znajduje i w jakim jest stanie".

Teraz wszystko jest już jasne. Na konferencji prasowej zwołanej o 14 naszego czasu przedstawiciele NASA potwierdzili, że misja OCO zakończyła się klęską, a sam satelita rozbił się niedługo po starcie.

Satelita OCO, na budowę którego wydano 270 mln dolarów, został wystrzelony w kosmos o 10.55 polskiego czasu. Zaraz potem NASA zorientowała się, że stało się z nim coś niedobrego. Najprawdopodobniej nie odpadła pokrywa rakiety, chroniąca górę statku podczas przejścia przez atmosferę. W efekcie pojazd zboczył z kursu.

Rakieta, której użyto do wyniesienia satelity, to Taurus XL - najmniejsza rakieta używana przez NASA. Dotychczas odpalono ją osiem razy, z czego jedna próba zakończyła się porażką.

"Jestem głęboko rozczarowany stratą OCO" - powiedział reporterowi BBC dr Paul Palmer z uniwersytetu w Edynburgu, który uczestniczył w projektowaniu satelity. "Konstrukcja tego statku i jego testowanie trwało siedem lat".

OCO miała dostarczyć dokładnych informacji o stężeniu dwutlenku węgla w atmosferze ziemskiej. Statek miał okrążać Ziemię w niecałe 100 minut i zbierać dane z 30 tys. miejsc nad powierzchnią naszej planety.

Czy to oznacza, że na razie musimy zrezygnować z dokładnych pomiarów gazów cieplarnianych w atmosferze? Niekoniecznie. Na orbicie pracuje już japoński satelita - "ekologiczny" Gosat wystrzelony w styczniu tego roku. Naukowcy będą musieli poprzestać na danych, których dostarczy - przyszłość projektu OCO nie jest na razie jasna.