"Nie panikujmy!"
Kiedy czytam doniesienia o panice wywołanej epidemią świńskiej grypy na Ukrainie, przypominam sobie moje własne chwile paniki związane z tym tematem - pisze w "Dzienniku Gazecie Prawnej" Renata Kim.
- Do epidemii daleko, a maseczek już nie ma
- Polacy nie muszą się bać grypy
- Kaczyński do Tuska: Ukraina prosi o leki
- Na Ukrainę dotarło 300 tys. opakowań Tamiflu
- Do walki z grypą Ukraina wzywa NATO
- Jesteśmy przygotowani na atak grypy
- Wojsko chce wysłać pomoc na Ukrainę
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-02-14

temp. min -19°C max. 1°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Kilka miesięcy temu, latem, odebrałam telefon od organizatorów obozu językowego w Londynie, na którym uczyła się moja nastoletnia córka. Dzwonili, by poinformować, że kilkanaścioro z ponad setki dzieci (w tym najbliższa koleżanka córki) choruje na świńską grypę. Ale – zapewniali – sytuacja jest opanowana. Matczyny instynkt kazał mi nie wierzyć w te zapewnienia i jak najszybciej zabrać córkę do Polski. Na szczęście ona sama zaprotestowała, oświadczając, że prędzej przykuje się do kaloryfera, niż pozwoli zabrać z obozu. Dlaczego na szczęście? Bo błyskawicznie okazało się, że chore dzieci (odseparowane oczywiście od zdrowych) jedno po drugim wracają do zdrowia, leczone zwykłą aspiryną i tamiflu. Nowych zachorowań nie było, bo pozostali obozowicze szybko nauczyli się, że mają myć ręce trochę częściej niż zwykle.
Dlatego dzisiaj czytam doniesienia z Ukrainy z całkowitym spokojem. I wiem, że rację mają ci, którzy apelują, by nie panikować, bo ani ta grypa nie jest taka zabójcza, ani zagrożenie takie wielkie, jak niektórzy próbują nam wmówić.
A że z podejrzeniem grypy trzeba natychmiast iść do lekarza? O tym, jestem pewna, wszyscy doskonale wiedzą.


































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!