"Polskie weto? To możliwe"
Szczyt klimatyczny w Kopenhadze będzie sprawdzianem unijnej solidarności. Nie można wymagać od Polski takich samych poświęceń co od krajów z dojrzałą demokracją, które miały lata na dostosowanie gospodarek do ekologicznych standardów - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Maciej Nowicki, minister środowiska.
- "Platforma zmarnowała dwa lata rządów"
- Kompromis Tuska w walce o czyste powietrze
- USA i Chiny razem w sprawie klimatu
- "Czas usiąść do gry o klimat"
- Polska zarobi 25 milionów euro na CO2
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-02-14

temp. min -19°C max. 1°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Piotr Gursztyn: Szczyt klimatyczny w Kopenhadze przedstawiany jest jako spotkanie ostatniej szansy w ratowaniu świata. Zgadza się pan z tak mocną oceną?
Maciej Nowicki: To przesada. To już piętnasta konferencja państw, które są sygnatariuszami konwencji klimatycznej. Za rok konferencja będzie w Meksyku, za dwa lata w Johannesburgu. Konwencja
jest ważnym narzędziem dla całego świata, ale – jak to odbywa się w ONZ – proces dochodzenia do konsensusu jest powolny.
O konferencji w Kopenhadze mówi się w sposób szczególny, bowiem dwa lata temu na trzynastej konferencji, która odbyła się na Bali, określone zostało dwuletnie dojście do nowego światowego
porozumienia w sprawie ochrony klimatu po roku 2012, czyli wtedy, gdy przestanie obowiązywać protokół z Kioto. Gdyby udało się w Kopenhadze podpisać porozumienie światowe, mielibyśmy nową
strategię aż do 2050 r., a rządy państw miałyby czas na ratyfikację protokołu do 2013. Byłyby w nim zapisane zadania dla poszczególnych krajów do podjęcia po 2012.
Kopenhaga 2 – bo niektórzy już prorokują, że będzie musiała być dogrywka – będzie za rok w Meksyku?
Z całą pewnością w Kopenhadze dokona się postęp. Jeśli nie będzie to pełne porozumienie, to przynajmniej mocny polityczny akcent.
Wróćmy do unijnego stanowiska przygotowywanego na konferencję kopenhaską. Oficjalnie w Brukseli zawarto porozumienie, komunikaty były optymistyczne. Czy nie jest to propaganda
sukcesu?
Jednym z punktów szczytu w Brukseli były sprawy klimatyczne, ale przecież szczyt nie ograniczał się wyłącznie do tego. Te inne sprawy to: czy i jak wygospodarować pieniądze na tzw. wczesną
akcję pomocową dla krajów rozwijających się do końca 2012 r., tak by kilka miliardów euro już teraz można było wyłożyć na stół i powiedzieć, że chcemy pomagać. Zgodnie z protokołem
z Kioto kraje starej „15” są zobowiązane do niesienia pomocy, natomiast nowe kraje członkowskie nie. Po dyskusji powiedzieliśmy, że w tym okresie możemy dołożyć wpłaty
do funduszu natychmiastowej pomocy. Drugą kwestią było to, jak pomoc ma wyglądać po 2012 r. W minionych miesiącach dyskutowano nad propozycją światowego funduszu – tzw. green fund.
To była propozycja meksykańska, według której kraje świata, z wyjątkiem najbiedniejszych, powinny nań łożyć. Pieniądze te miałyby iść na pomoc dla krajów rozwijających się, ale
wygląda na to, że ta koncepcja nie znalazła wśród nich uznania. Więc Unia Europejska wyszła z inicjatywą, że w 2020 r. powinno być wygospodarowane na fundusz pomocy światowej 100 mld euro.
20 – 40 mld powinny dać kraje rozwijające się, 20 – 40 mld powinno pochodzić z tzw. handlu uprawnieniami na emisję CO2, a na resztę miałyby się złożyć kraje
rozwinięte. Według tej koncepcji UE płaciłaby od 2 do 15 mld euro rocznie. Polska i inne nowe kraje członkowskie powiedziały: OK, ale jaki będzie klucz pobierania tej składki?


































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!