"Gdzie dwóch się bije..."
Perspektywa zaostrzenia się sporu między Jackiem Rostowskim a Michałem Bonim to fatalna wiadomość nie tylko dla Donalda Tuska, ale i dla tych, którzy liczą, że w trzecim roku istnienia rząd PO – PSL zrobi więcej dobrego niż dotychczas - komentuje redaktor naczelny "Dziennika Gazety Prawnej" Michał Kobosko.
- Platforma się chwali. Oto lista sukcesów
- Rząd zabierze pieniądze OFE
- Zobacz, kto zastąpi premiera Tuska
- Rząd zapłaci składkę... z dotacji
- Palikot nie chce Tuska prezydenta
- Polski minister wśród najskuteczniejszych
- "Rząd stosuje sztuczki"
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Obaj ministrowie mocno wybijają się ponad rządową średnią, co naturalnie czyni ich kandydatami na przyszłego premiera. I obaj zaczynają okazywać, że ta perspektywa jest dla nich kusząca i motywuje do działań obliczonych na osłabienie konkurenta. Boni i Rostowski powiedzą oczywiście, że ich konflikt wymyśliły i nakręcają media. Ale fakty mówią o czymś innym.
Z jednej strony mamy Boniego, ministra od wszystkiego, ze szczególnym uwzględnieniem spraw najtrudniejszych. Chwalonego także przez opozycję, koncyliacyjnego, prospołecznego, unikającego ideologicznego zwarcia – publicznie stracił nerwy tylko raz, przez swoją rządową koleżankę Julię Piterę. Z drugiej Jacek Rostowski – w rankingu FT siódmy unijny minister finansów. Gazeta oceniła, że jest mało znany w świecie, ale z polskiej perspektywy to najbardziej kosmopolityczny minister, atakowany wręcz za słabe związki z ojczyzną. Technokrata, ale coraz bardziej dbający o ludzką twarz – w ostatnim wywiadzie dla GW mówił, że najlepszym zabezpieczeniem emerytalnym jest inwestycja w relacje z dziećmi, o co sam miał zadbać.
Obaj starli się o emerytury i wysokość składek dla OFE, ale to tylko wierzchołek góry lodowej dzielącej ich poglądy. PO zaplanowała, że wskazanie następcy Tuska zapadnie dopiero w połowie maja. To zbyt długi okres. Jeśli premier pozwoli na zaostrzenie publicznego sporu między pretendentami, może ich stracić. A wtedy podstawi nogę sam sobie.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!