"Ziemia ma gorączkę, trzeba ją ratować"
Nasza planeta ma gorączkę i nie można w nieskończoność odkładać tej sprawy. Jakakolwiek opieszałość dzisiaj odbije się konsekwencjami w nieodległej przyszłości - mówi Emmanuelle Ganne, negocjatorka Światowej Organizacji Handlu. I dodaje, że kompromis w sprawie ochrony klimatu jest światu pilnie potrzebny.
- Świat bez lodu będzie nudny
- Będzie posiedzenie rządu na Mount Evereście
- Kompromis Tuska w walce o czyste powietrze
- Obama chce ratować szczyt klimatyczny
- Tusk za 10 lat. Siwy, smutny i przeprasza
- Polska to "Chiny Europy"
- W Kopenhadze debatują nad klimatem
- Kto najbardziej truje w Europie?
- Ziemia sama sobie poradzi z ociepleniem
- "Czas usiąść do gry o klimat"
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
RADOSŁAW KORZYCKI: Na łamach naszej gazety od pewnego czasu przyglądamy się politycznym przygotowaniom do szczytu klimatycznego w Kopenhadze. Czy pani zdaniem uda się osiągnąć
upragniony kompromis i wymyślić nową formułę w ograniczaniu nadwyżki gazów cieplarnianych?
EMMANUELLE GANNE*: Teraz, gdy media doniosły, że nowa międzynarodowa umowa jest - przede wszystkim za sprawą postawy Chin i Stanów Zjednoczonych - zagrożona, potrzebujemy tego kompromisu
bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Nasza planeta ma gorączkę i nie można w nieskończoność odkładać tej sprawy. Jakakolwiek opieszałość dzisiaj odbije się konsekwencjami w nieodległej
przyszłości. Moim zdaniem drogą do kompromisu byłaby zmiana w myśleniu na temat tego, jak walczyć z nadmierną emisją CO2. Większość rządów, niestety, stawia na represje dla tych, którzy
zanieczyszczają środowisko, a powinno się raczej postawić na promowanie właściwych wzorców.
Co ma pani na myśli, mówiąc o represjach?
Podatek od emisji CO2 na poziomie ogólnokrajowym.
I to jest złe podejście? Przecież wielu nowatorskich ekonomistów propaguje takie rozwiązanie.
W pewnym sensie złe, bo wprowadzane dość nieracjonalnie. Wprowadzany on jest masowo, bez konkretnego bilansu zysków i strat. W Europie, po Finlandii i Szwecji, ostatnio wprowadziła go Francja.
We wrześniu rząd Francois Fillona wprowadził stawkę 17 euro podatku od zużycia tony węgla. Kolejne władze już kombinują, jak podobne zobowiązania nałożyć na swoich konsumentów. Zdaje
się, że nawet Bruksela poważnie myśli o opodatkowaniu w ten sposób całej Unii Europejskiej.
Ale nie chce pani chyba powiedzieć, że tego rodzaju podatek jest sam w sobie szkodliwy? Ileż z niego można by ufundować inwestycji ekologicznych. Kalkulacja jest dość prosta.
Owszem, problem nie polega na samym podatku. Chodzi o to, że egzekwowanie tego rodzaju należności - choć to niezwykle łatwe w obsłudze narzędzie - jest ramieniem strasznie opresyjnej polityki.
Na dłuższą metę to działanie nieskuteczne i może w efekcie przynieść więcej złego niż dobrego. Taki podatek ma np. sporo skutków ubocznych. Uderza w gospodarstwa domowe, szczególnie te,
gdzie zużywa się więcej energii, czyli najczęściej wielodzietne. Albo w ludzi, którzy daleko dojeżdżają do pracy, bo taką formą dodatkowej opłaty obciążona jest przecież benzyna. I
wreszcie dotykają one przedsiębiorstwa, które często i tak ledwie wiążą koniec z końcem, szczególnie w dobie kryzysu. Jeżeli nad ludźmi wisi widmo podatku od zużycia węgla i
węglowodorów, to się mu sprzeciwią i z automatu będą nieufni wobec wszelakich postulatów ekologicznych, szczególnie wobec walki z globalnym ociepleniem. W ten sposób kampania o czyste
powietrze staje się w powszechnym odbiorze czymś złym, piętnem, za które trzeba dodatkowo płacić.
czytaj dalej
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!