"Ziemia ma gorączkę, trzeba ją ratować"
- Świat bez lodu będzie nudny
- Będzie posiedzenie rządu na Mount Evereście
- Kompromis Tuska w walce o czyste powietrze
- Obama chce ratować szczyt klimatyczny
- Tusk za 10 lat. Siwy, smutny i przeprasza
- Polska to "Chiny Europy"
- W Kopenhadze debatują nad klimatem
- Kto najbardziej truje w Europie?
- Ziemia sama sobie poradzi z ociepleniem
- "Czas usiąść do gry o klimat"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Nie chce pani powiedzieć, że jednorazowe plany stymulacyjne z zeszłego roku uratują planetę przed ekologiczną katastrofą…
Nie, ale od czegoś trzeba zacząć. Rzeczywistość dowodzi, że ekologii tak naprawdę służą ulgi podatkowe, a nie dodatkowe obciążenia. Ograniczanie ceł i innych taryf na produkty, które
powstały z użyciem odnawialnej energii, są najlepszą drogą do pobudzenia takich właśnie technologii, na jakich światu zależy, by uchronić się przed klimatyczną katastrofą. Właśnie
takiego myślenia nam trzeba i to najpewniej przyniosłoby przełom przed Kopenhagą i zapobiegło fiasku podczas szczytu.
Czyli jak najmniej interweniować, a zamiast tego przeprowadzać lekcje światopoglądowe. Przecież to trąci ideologią, w dodatku dość ryzykowną.
Moim zdaniem absolutnie nie. W sprawach klimatu trzeba postawić na liberalizm i indywidualizm. Ludzie się muszą sami nauczyć, że oszczędzanie energii jest korzystne - bez nakładania na nich
niepotrzebnych kar. Rządy powinny się skupić na tym, jak pokazać obywatelom właściwe wzorce. Ostatnie badania firmy consultingowej McKinsey dowiodły, że przy właściwym używaniu domowych
urządzeń i montowaniu w nich opcji automatycznego wyłączania się albo przechodzenia w uśpienie można w sumie przed 2020 r. ograniczyć emisję dwutlenku węgla o 15 proc., a to jest pokaźna
część z tego, co chcemy zrealizować.
Nie sądzi pani, że to brzmi zbyt optymistycznie, by można to było potraktować poważnie?
Przeciwnie. To jest tak naprawdę bardzo proste. Kilka lat temu przeprowadzono w Kalifornii pewien eksperyment. Przez pewien czas wysyłano ludziom rachunki za energię z pozytywnie nastrajającymi
emotikonami, gdy udało się zaoszczędzić prąd, i odwrotnie, ze smutną buzią, kiedy rachunki przekraczały optymalną średnią. W efekcie mieszkańcy stanu zaczęli zużywać mniej energii.
Trzeba nam więcej kreatywności, a rolą rządów powinno być jej pobudzanie. Na szczęście Unia Europejska wreszcie to zrozumiała, proponując niedawno domowy i biurowy wskaźnik zużycia
prądu. Miejmy nadzieję, że inni pójdą jej śladami.
* Emmanuelle Ganne, negocjatorka Światowej Organizacji Handlu (WTO), stypendystka programu Yale Word Fellows


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!