Miller: Każdy chce być prezydentem
"W wędkarstwie czeka się na rybę, w polityce - na właściwy moment. Pewnie zabrakło mi tej cierpliwości" - zwierza się "Dziennikowi Gazecie Prawnej" były premier Leszek Miller. Mówi też, że trudno było mu znieść sytuację, w której "kierownictwo prowadziło Sojusz na szafot, a ja dodatkowo miałem być w tym kondukcie człowiekiem drugiej kategorii".
- Miller: Rząd Tuska to zestrzelony U2
- Miller i Oleksy dostali od SLD biuro
- Oleksy: Zastanowię się, czy wrócić do SLD
- Miller o Sikorskim: Epoka błaznów nie minęła
- SLD ma pomysł na Kwaśniewskiego
- Rumunia ma nowego prezydenta. Ledwo ledwo
- Miller wraca do SLD. Oleksy też?
- Zobacz Leszka Millera po liftingu
- Oleksy wraca. SLD już nie jest "sitwą"?
- Tusk zrezygnuje z prezydentury, jeśli...
- Olejniczak na prezydenta stolicy
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
KAMILA WRONOWSKA: Jerzy Szmajdziński często zmienia zdanie?
LESZEK MILLER: Raczej rzadko.
Bo teraz właśnie chyba zmienił. Od miesięcy powtarzał, że nie ma ambicji, by ubiegać się o Pałac Prezydencki, a ostatnio sugeruje, że mógłby startować.
Nie znam żadnego czynnego polityka, który nie marzy o prezydenturze. Każdy nosi buławę w plecaku i zastanawia się, czy przyszedł już właściwy moment. Szmajdziński też.
Pan też marzył o prezydenturze?
Zdarzało mi się, ale tylko do momentu, w którym stało się oczywiste, że obejmę urząd premiera. Zawsze uważałem, że droga z Alei Ujazdowskich na Krakowskie Przedmieście jest niemożliwa do pokonania. Premierzy szybko się zużywają.
Tusk nie ma szans na pokonanie tej drogi?
Ma, to interesujący eksperyment. Obserwuję go z ciekawością.
Dlaczego Szmajdziński nagle uwierzył, że warto zawalczyć?
Dlatego że Cimoszewicz nie wierzy, iż może wygrać z Tuskiem. A nie interesuje go udział w wyborach, tylko zwycięstwo. Inaczej Szmajdziński. Jego nęci uczestnictwo dla korzyści własnych i dla partii. Trudno sobie wyobrazić, żeby najsilniejsza formacja na lewicy nie miała kandydata na prezydenta.
Aleksander Kwaśniewski na tę decyzję nie miał żadnego wpływu? Przecież to on od miesięcy namaszczał Szmajdzińskiego.
Gdyby startował Cimoszewicz, Kwaśniewski popierałby jego kandydaturę.
Cimoszewicz mówi, że nie odpowiada mu szyld SLD, spod którego miałby startować.
To oczywiste. Gdyby stanął w szranki, to w żadnym razie nie jako kandydat SLD. Powołałby komitet wyborczy o charakterze obywatelskim, a nie partyjnym. Nie jest zainteresowany podkreślaniem więzi z Sojuszem. Tym bardziej że partia ma 10 proc. poparcia. To by mu przeszkadzało, a nie pomagało. Cimoszewicz zachowuje się racjonalnie.
Gdyby wystawiła go cała lewica, nie miałby szans?
Zwykle mówi się, że ludzi o poglądach lewicowych jest 20 - 25 proc. Ale żadne badania tego nie potwierdzają. Tych, którzy świadomie uważają się za lewicowych, jest nie więcej niż 15 proc. W wyborach parlamentarnych to dużo, ale w prezydenckich za mało. Kandydat na urząd prezydenta, jeśli chce wygrać, musi wyrobić sobie opinię człowieka stojącego ponad partią. Tusk, mimo że jest liderem PO, ma taką opinię, bo nie eksponuje żadnej ideologii. Jego partia też nie należy do formacji ideologicznej. To ugrupowanie centroprawicowe o rozmytym obliczu. Tusk zbiera też premię w postaci ciągłej obawy przed recydywą IV RP i powrotem ekipy Kaczyńskiego.
To dlaczego w 2001 r. SLD zdobył ponad 40 proc.?
Ten sukces wynikał z tego, że przesunęliśmy się do centrum. Jeśli dziś pada pytanie, kiedy powstanie centrolewica, to ja odpowiadam: ona już była. Na nas głosowali wierni wyborcy lewicy, ale też kilka milionów ludzi, którzy nie uważali się za lewicowych. SLD wtedy jawił się jako nowoczesna socjaldemokracja w stylu Blaira i Schroedera, która na fundamencie jasnych wartości potrafi łączyć różne, często sprzeczne interesy społeczne.
Jeśli kluczowe są głosy centrum, to dlaczego krytykował pan LiD, a później pomysł startu całej centrolewicy w eurowyborach?
Bo to nie była centrolewica, tylko związek polityczno-towarzyski czerwonych z różowymi. To było zmartwychwstanie pomysłu z początku lat 90., kiedy to lewica solidarnościowa miała połączyć się z lewicą pezetpeerowską. Wtedy miało to sens, zwłaszcza dla czerwonych, ale po 15 latach już nie. Tym bardziej że ta propozycja wewnętrznie się znosiła. Różowi byli zniesmaczeni komuchami, a postpezetpeerowcy solidarnościowymi antykomunistami. Tak naprawdę chodziło o to, aby kilku ludzi, jak Borowski, Rosati, Lityński, Onyszkiewicz, dostało się do Sejmu bądź europarlamentu. Grzegorz Napieralski, nie godząc się na wspólną listę w euro wyborach, spowodował, że nie powstał LiD bis. Z tego powodu Gazeta Wyborcza i jej przyjaciele ogłosili sezon polowania na Napieralskiego.
Na Napieralskiego polują też w SLD. Od miesięcy SLD oscyluje wokół 13 proc. O takim wyniku marzy partia?
Problemem SLD jest brak krytycznego spojrzenia na rozpoczęte pięć lat temu zmiany w partii. A one zakończyły się całkowitą klapą. Dziś Sojusz ma najmniej parlamentarzystów w całej historii. Eksperyment się nie powiódł, ale nikt w kierownictwie SLD nie chce tego jasno powiedzieć.
Mówi pan jak Józef Oleksy.
Jeśli Oleksy mówi mądre rzeczy, to nie ma powodu obrażać się na nie tylko dlatego, że są autorstwa Oleksego.
Czytaj dalej...


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!