Dziennik.plOpinie

Czwartek, 16 lutego 2012

Imieniny: Danuty, Julianny, Daniela

"Koniec wizjonerów. Niech żyją administratorzy"

2009-11-29 | Ostatnia aktualizacja: 20:51 | Komentarze: 0 | skomentuj

Państwom Unii Europejskiej z trudem udało się ratyfikować wchodzący w życie traktat. Powinno być oczywiste, że to nie koniec, a dopiero początek stojących przed nami wyzwań – przekonuje Zdzisław Najder

Pogoda

POLSKA

Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Traktat Lizboński wchodzi w życie. Nareszcie. Źle się stało, że Polska była jednym z ostatnich państw ratyfikujących.

Nie jest dobrze mieć opinię ociągającego się i to z niepojętych powodów, członka wspólnoty. Eurosceptyczni politycy, trąbiący o naszej ponoć nie dość wyraźnej podmiotowości, osłabiają międzynarodową pozycję Rzeczypospolitej. Polska z własnej woli stała się zawodnikiem w zespole, i nasze znaczenie będzie się mierzyć nie wyślizgiwaniem kolegów, ale sukcesami całego klubu. Dopóki nie odejdziemy od terminologii walki, wyrywania, nawet umierania „przeciw", i nie nauczymy się myśleć i działać w kategoriach porozumienia, kompromisu, świadomości interesu zbiorowego - dopóty nasi przedstawiciele będą mieli kłopoty z osiąganiem celów: wspólnych a przez to i naszych własnych.

Charakterystyczne są wątpliwości, wyrażane ostatnio w związku z wyborem osób, które będą piastowały najważniejsze w Unii (a więc i w Europie!) stanowiska: Hermana Van Rompuya, który z początkiem stycznia obejmie stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej i lady Catherine Ashton, która będzie kierować agendami zagranicznymi UE. Słychać głosy, że choć ustalenia z Lizbony pozwolą UE działać sprawniej, na jej czele nie staną przywódcy na tyle wyraziści, by Europa zawalczyła o silną pozycję w świecie.

Wodzom już dziękujemy

Po co ten defetyzm? Robimy - my, Europejczycy - coś po raz pierwszy w historii, skąd więc ten nieustający lęk, że robimy to źle? Skoro nowe instytucjonalne zasady Unii dopiero zaczynają obowiązywać, dlaczego martwimy się, że unijni przywódcy nie spełnią nadziei, jakie w nich pokładamy? Załamywanie rąk nad tym, że prezydentem Unii nie został Tony Blair, jest bez sensu. To prawda, były premier brytyjski jest mistrzem retoryki, ale postrzegany jest coraz częściej jako mistrz tworzenia złudzeń (łącznie z iluzją posiadania broni masowej zagłady przez Saddama Husseina). A przede wszystkim jest kojarzony z wojną w Iraku, której otwarcie przeciwna była znaczna większość obywateli Unii.

Pracy nad budowaniem silnej Europy jest mnóstwo, ale nie są to zadania dla wodza, tylko dla sprawnego administratora, umiejącego osiągnąć porozumienie z myślącymi inaczej. Wolałbym, żeby szefem dyplomacji był Carl Bildt, bo wykazał się nie raz bystrością w rozpoznaniu sytuacji i wykazał, że rozumie problemy naszej części kontynentu. Ale nie dla wszystkich to jest najważniejsze. Wolałbym także, by na czele Unii stanął Jean-Claude Juncker. Jako premier Luksemburga, najmniejszego państwa Unii, byłby pięknym symbolem. Sprawdził się już wielokrotnie na płaszczyźnie wspólnotowej. Ale przecież jako zdeklarowany federacjonista był nie do przyjęcia dla Brytyjczyków. Jeśli na jakieś stanowisko reprezentanta zespołu kandyduje osoba, która ma wyraziste poglądy, jest oczywiste, że znajdą się tacy, którzy mają poglądy przeciwne.

>>>Czytaj dalej>>>

Zdzisław Najder
Źródło: Dziennik.pl
1234następna »
Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl
«