"Komisarz nie brzmi dobrze"
"Normalny człowiek nie jest w stanie polubić meandrów unijnego budżetu. To dziedzina pełna marudnych procedur, a na dodatek naszpikowana konfliktowymi racjami. Ale przynajmniej mam konkretne kompetencje" - mówi w rozmowie z "DGP" unijny komisarz, Janusz Lewandowski.
- Lewandowski unijnym komisarzem
- Nowa Komisja Europejska zatwierdzona
- "Wszystkie kłamstwa na temat Lizbony"
- Lewandowski jednak dostanie przemysł?
- "Zależało nam na komisarzu od budżetu"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
PAULINA NOWOSIELSKA: Przyzwyczaił się już pan do określenia „komisarz”?
JANUSZ LEWANDOWSKI*: Nie. To nomenklatura, która w Polsce źle się kojarzy. I dlatego chciałbym, żeby zespolone siły profesorów Bralczyka i Miodka znalazły jakiś lepiej brzmiący dla ucha odpowiednik.
To z czym się panu kojarzy słowo „komisarz”?
Z ponurym facetem zza Bugu, który robił krzywdę Polakom. Wchodzimy w unijną nomenklaturę, która mi się nie podoba, z uwagi na historyczne skojarzenia. Ale bądźmy szczerzy: nie ma co wydziwiać.
Wolałby pan pozostać przy europośle Lewandowskim?
Europoseł to też nowotwór językowy, ale już oswojony. Mój czas bycia europosłem się kończy. Dobrze, że nim byłem, bo nie wchodzę do tej wielkiej eurostruktury jako nowicjusz.
Ciąży panu już teka unijnego komisarza do spraw budżetu? Wolałby pan, jak zakładano wcześniej, tekę przemysłową?
Od początku celem był budżet, czyli wpływ na finanse. Owszem, przemysł brzmi dobrze i poprzedni komisarz Guenter Verheugen był silną osobowością. Ale pod koniec kadencji, również w rozmowach ze mną, zdradzał, że doskwiera mu mglisty zakres zadań. I że wszystko, co ważne dla przemysłu, energetyka czy ekologia, odpływa do innych komisarzy. Zaś budżet jest konkretem. Od początku Polska celowała w dwie funkcje. Szefa Parlamentu Europejskiego, bo ta instytucja rośnie w siłę. Oraz strażnika finansów Unii Europejskiej.
Nie boi się pan odpowiedzialności? Nie ciąży panu ta cała unijna kasa?
Prawdziwą tremę miałem w 2004 roku, kiedy z woli matki partii skoczyłem na głęboką wodę jako szef komisji budżetowej. A budżet UE jest wiedzą tajemną i mało zrozumiałą. Moimi zastępcami byli wówczas Holender i dwóch Niemców. Ludzie zasiadający w parlamencie po 10 – 15 lat. Wiedziałem, że jeżeli się wygłupię, to na rachunek kraju i całej Europy Środkowo-Wschodniej. Wtedy to było jedyne wysokie stanowisko przyznane komuś z nowych państw członkowskich. Teraz ten trud oswajania się z unijną machiną procentuje i zmniejsza obawy. Inna rzecz, że normalny człowiek nie jest w stanie polubić meandrów unijnego budżetu. To dziedzina zawiła, pełna marudnych procedur, a na dodatek naszpikowana sporami i konfliktowymi racjami. Ale jest i druga strona medalu. Ta akurat teka, w odróżnieniu od innych dziedzin, ma ostro wyrysowane kompetencje. Podczas gdy innymi teczkami można grać, powiększać lub pomniejszać uprawnienia, tu jest gwarancja stabilności.


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!