"O zmianach klimatu"
Przywrócenie wzrostu jest niezbędnym elementem każdej skutecznej strategii walki ze zmianami klimatycznymi. Głównym filarem programu walki z globalnym ociepleniem musi być opracowywanie i tworzenie technologii, które zaspokoją ludzkie potrzeby, a jednocześnie zmniejszą obciążenia, jakim poddajemy naszą planetę - pisze brytyjski filozof John Gray.
- Koncerny zapłacą fortunę za ekologię?
- "Do Kopenhagi z rozwagą"
- Kto najbardziej truje w Europie?
- Premier przyjął dymisję ministra środowiska
- Polska wiezie do Kopenhagi swoje propozycje
- Związkowcy nie chcą pakietu klimatycznego
- "Wasza pomoc nie starczy nam na trumny"
- Kolejny złom z Niemiec trafia do Polski
- Unia da biednym na walkę z ociepleniem?
- Premier przybył do Brukseli na szczyt UE
- Miliarder podpowiada, jak ratować klimat
- Ekolodzy wdarli się na unijny szczyt
- Unia spiera się o klimat
- Wydamy miliony euro na klimat
- Szczyt klimatyczny brudzi na potęgę
- Jak żyje ekolog? Myje się w deszczówce
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Dyskusję o zmianach klimatu spowija atmosfera nierzeczywistości. Nie licząc niepoważnego marginesu, który kwestionuje konsensus naukowy, ludzie przyjęli do wiadomości, że światowy klimat ulega przeobrażeniom oraz że przeobrażenia te wywołała działalność człowieka. Wielu naukowców dochodzi do przekonania, że zmiany klimatyczne są większe - i być może szybsze - niż sądzono jeszcze kilka lat temu. W żadnej dziedzinie ludzkiej wiedzy nie może być absolutnej pewności, ale rozsądna wydaje się konkluzja, że potrzeba skutecznej reakcji politycznej jest pilniejsza niż kiedykolwiek.
Mimo to rządy i społeczeństwa tkwią w schematach myślenia, które w gruncie rzeczy gwarantują, że wszelkie podjęte kroki będą nieskuteczne lub nawet pogorszą sytuację. Debata publiczna ma moralizatorski charakter i skutkuje albo działaniami pozornymi, które dają niewielkie bądź żadne efekty praktyczne, albo żądaniami całkowitej przebudowy gospodarki. Istnieje zasadniczy rozdźwięk między skalą problemu a reakcją na niego i trudno oprzeć się podejrzeniu, że prawdziwym celem wielu wypowiedzi jest poprawa samopoczucia mówiącego, a nie osiągnięcie konkretnych skutków w realnym świecie.
Druga strona medalu
Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest niechęć do zmierzenia się z ogromem problemu. Zmiany klimatu nie zawsze powodowała ludzkość - większość dużych przeobrażeń klimatu miała miejsce przed pojawieniem się człowieka - ale obecne zmiany są skutkiem ubocznym zjawiska czysto ludzkiego: globalnej industrializacji. Społeczeństwa przemysłowe zaspokajają swoje potrzeby energetyczne w większości za pomocą paliw kopalnych, co powoduje, że wydalamy do atmosfery ogromne ilości dwutlenku węgla. Zmiany klimatu są odwrotną stroną medalu globalizacji: globalne ocieplenie przyspiesza proporcjonalnie do postępów globalizacji. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że globalizacja generalnie zwiększa emisje, ponieważ emisje stanowią najwyżej połowę problemu.
Globalna industrializacja powoduje szybki wzrost liczby ludności świata oraz ciągłe niszczenie biosfery przez rolnictwo i stosowanie biopaliw. Uszkadzając biosferę, osłabiamy naturalne mechanizmy regulacji klimatu, którymi dysponuje nasza planeta. Szacuje się, że przez następne 20 lat populacja świata wzrośnie o dwa miliardy. Wszyscy ci ludzie będą chcieli żyć tak, jak teraz żyje zamożna mniejszość. Krzywa wzrostu ludności kiedyś się wypoziomuje, a potem zacznie opadać, ale zanim to nastąpi, obciążenia dla naszej planety niepomiernie wzrosną.
Typowe rozwiązania proponowane przez zachodnie rządy, ekonomistów i ekologów skupiają się na energii odnawialnej i zrównoważonym rozwoju, jak również redystrybucji ekonomicznej między krajami bogatymi i biednymi. Takie spojrzenie pomija związki między zmianami klimatycznymi, postępami globalizacji i wzrostem liczby ludności świata. Niektórzy ekolodzy proponują odwrócenie procesu globalizacji i przyjęcie niskotechnologicznego modelu życia opartego na samowystarczalności wspólnot lokalnych, ale organiczne gospodarstwa rolne i turbiny wiatrowe to za mało, aby mogło przetrwać dziewięć miliardów ludzi. Ekonomiści mówią nam, że problemem jest zużycie zasobów per capita, a nie przeludnienie, ale ludzkie potrzeby już teraz ocierają się o granice wydolności naszej planety, a zresztą nie ma najmniejszych szans na ogólnoświatową redystrybucję zasobów na istotną skalę.
czytaj dalej


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!