Dziennik.plOpinie

Wtorek, 22 maja 2012

Imieniny: Heleny, Wiesławy, Romy

NATO zaczyna pękać

2009-12-16 | Ostatnia aktualizacja: 21:02 | Komentarze: 0 | skomentuj

Prezydent Obama wybrał amerykańską strategię wobec Afganistanu. W stylu amerykańskim, czyli w dużym stopniu zdeterminowaną wojskową perspektywą. Jest ona następstwem patrzenia na Afganistan przez okulary głównodowodzącego najpotężniejszą armią świata - pisze w "Dzienniku Gazecie Prawnej" gen. Stanisław Koziej.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Sprawdza się znane amerykańskie powiedzenie: jeśli trzymasz młotek w ręku, wszystkie problemy wyglądają jak gwoździe. I tak mamy w tym przypadku. Tylko niestety - problem afgański nie jest owym gwoździem, nie jest kryzysem militarnym, który można rozstrzygnąć dawkowaniem siły zbrojnej.

Płonne nadzieje na demokrację

Oceniając nową strategię z punktu widzenia wojskowej teorii należy zauważyć, że jest logiczna. Przypomina metodę wychodzenia z okrążenia. Trzeba skoncentrować szybko siły w jednym punkcie, przerwać pierścień okrążenia, aby wyprowadzić zeń wojska. Tak chce zrobić Obama, przenosząc ten model na poziom polityczno-strategiczny: w pół roku, a więc niemal błyskawiczne, dosłać do Afganistanu dodatkowe wzmocnienie i następnie przez rok dokonać przełomu strategicznego umożliwiającego rozpoczęcie wycofywania się z tego gorącego terenu. Jest jakaś szansa na powodzenie takiego pomysłu. Ale szansa raczej niewielka.

Główne ryzyka tej koncepcji tkwią nie w siłach międzynarodowych, lecz w sytuacji wewnętrznej, na linii afgański rząd-ruch oporu. Władze centralne są słabiutkie, administracja Hamida Karzaja jest skompromitowana, a sam pseudo-wybrany prezydent nie ma żadnego autorytetu. Jestem pewien, że przez półtora roku nie uda się tego autorytetu odbudować. Nadzieje, że władze afgańskie okrzepną pod skrzydłami sił międzynarodowych, są płonne. Przeciwnie, im mocniej Karzaj i jego ekipa będą ubezpieczani i wspierani przez wojska z zewnątrz, tym bardziej będą tracić w oczach Afgańczyków. W lipcu 2011 roku, kiedy prezydent Obama chce rozpocząć wycofywanie z Afganistanu, sytuacja będzie zapewne prawie taka jak dzisiaj, kiedy prezydent myśli o dosyłaniu żołnierzy.

Dlatego potrzebna jest zmiana filozofii. Zamiast próby budowania państwa afgańskiego „od góry”, od ustanowienia najpierw władz centralnych przy wsparciu sił międzynarodowych, należałoby zacząć budować je „od dołu”, czyli przekazywać odpowiedzialność miejscowym przywódcom, niezależnie od tego, jaką opcję reprezentują. Nawet, jeśli przywódcy lokalni - także talibowie - byliby wręcz wrogo nastawieni do Zachodu, to państwo rządzone przez przeciwnika, ale faktycznie zarządzane i przewidywalne, jest lepsze z punktu widzenia bezpieczeństwa niż państwo rządzone przez sojusznika, który nie ma żadnej władzy.

Reżim centralny

W zgodzie z tą filozofią powinna być także zmieniana strategia militarna. Wojska międzynarodowe nie mogą siłą utrzymywać niechcianego reżimu, nie powinny stać się stroną w wojnie domowej. Niechciany reżim centralny nigdy nie zapanuje nad krajem w stopniu umożliwiającym przekazanie mu odpowiedzialności w sposób odpowiedzialny. Jest prawie pewne, że mniej więcej w dzień po wyjściu sił międzynarodowych sam by także „wyszedł”, pozostawiając Afganistan w stanie totalnego chaosu (przypadek Wietnamu Południowego po wyjściu Amerykanów).

Dlatego kontynuowanie dotychczasowej linii strategicznej przez proste dosyłanie tam kolejnych wojsk jest najzwyczajniej prostą drogą do „II Wietnamu”, tym razem nie tyle dla Amerykanów, co dla NATO. Pamiętajmy, że wojny wietnamskiej Amerykanie nie przegrali w Wietnamie. Przegrali ją w Ameryce, u siebie w domach. Opinia publiczna nie wytrzymała ciśnienia informacji o okrucieństwach wojny, o nieskuteczności eskalowanych bombardowań, o wysyłanych bez sensu i bez nadziei na sukces kolejnych tysiącach żołnierzy. To samo czeka państwa europejskie NATO w razie kontynuowania obecnej strategii.

Oczywiście, że nie przegramy militarnie z talibami w górach Afganistanu. Ale też nie wygramy z nimi. Trwać będzie coraz bardziej beznadziejna wojna na wyczerpanie. I z tego właśnie powodu wcześniej lub później kolejne państwa NATO zaczną „pękać”, wycofywać się z wojny bez końca, powodując w rezultacie dezintegrację koalicyjnego zgrupowania wojskowego i kompromitując tym procedury operacyjne sojuszu.

Czytaj dalej...

Stanisław Koziej
Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

«