Dziennik.plOpinie

Wtorek, 22 maja 2012

Imieniny: Heleny, Wiesławy, Romy

"Nie możemy ocalić Ziemi"

2009-12-19 | Ostatnia aktualizacja: 21:04 | Komentarze: 0 | skomentuj

"To nonsens, że możemy ocalić Ziemię. Ani jednostki, ani stworzone przez nas instytucje, nawet te o charakterze międzynarodowym, nie są w stanie tego zrobić" - mówi "Dziennikowi Gazecie Prawnej" John Gray. Filozof nie ukrywa, że czego by nie uzgodniono w Kopenhadze, to i tak nie ma to znaczenia.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

ANNA MASŁOŃ: Śledzi pan uważnie to, co dzieje się podczas szczytu w Kopenhadze?
JOHN GRAY: Czytam gazety, ale jakoś nieszczególnie się emocjonuję tym, czy delegaci są bliżej podpisania międzynarodowej umowy, czy nie. Osiągnięcie porozumienia w Kopenhadze to utopijne marzenie, które opiera się na nieuzasadnionej wierze, że przedstawiciele wszystkich krajów podejmą wspólną decyzję, która ocali ludzkość. A to po prostu niemożliwe.

Dlaczego?
Wszystkie rządy, których przedstawiciele pojawili się w Kopenhadze, mają lokalne i krótkoterminowe cele, ważniejsze dla nich niż jakikolwiek cel ogólnoświatowy. Dotyczy to nie tylko największych krajów, takich jak USA czy Chiny, których interesy się wykluczają. Na przykład małe kraje wyspiarskie szukają sprzymierzeńca w Ameryce, bo uważają, że powtórka z Kioto nie leży w ich interesie. Co innego chcą ugrać kraje afrykańskie, co innego Unia Europejska. Kopenhaga to miejsce, w którym ujawnia się nie jeden konflikt związany z globalnym ociepleniem, ale całe mnóstwo innych.

Szumnie zapowiadany przełom zamieni się w fiasko?
Świat nie mówi jednym głosem - ani w tej sprawie, ani w żadnej innej. Owszem, istnieją instytucje, które odpowiadają za ład światowy, ale w rzeczywistości mamy raczej światowy nieład. Kopenhaga jednak nie przyniesie zwycięstwa w walce z globalnym ociepleniem przede wszystkim dlatego, że problem, który próbują rozwiązać delegaci, jest zbyt poważny i zbyt złożony.

Jesteśmy przekonywani, że w Kopenhadze dochodzi do starcia zbawców planety z tymi, którzy nie dbają o los przyszłych pokoleń, bitwy dobra ze złem. Po co ta retoryka?
W dyskusji o zmianach klimatycznych słychać często ton moralizatorski - jedne kraje są po właściwej stronie barykady, inne nie. W rozgrywce pomiędzy poszczególnym państwami, grze o uchronienie się przed negatywnymi skutkami globalnego ocieplenia, potyczce, która pozwoli im zabezpieczyć własne interesy, nie ma wcale podziału na dobrych i złych. Europa apeluje do USA, żeby stanęły po słusznej stronie. A tymczasem kraje, które dotychczas szczyciły się mianem najbardziej zaangażowanych w ekologię, tak naprawdę nie rezygnują z pozyskiwania energii za cenę degradacji środowiska. Kanada, która prezentuje się jako "zielony" kraj, pozyskuje ropę z piasków roponośnych - a jest to metoda powodująca olbrzymie zanieczyszczenie. Kryzys klimatyczny oznacza przecież również problemy energetyczne, kurczenie się rezerw paliw kopalnych i konieczność poszukiwania nowych rozwiązań. Nie tylko tych "czystych" jak energia jądrowa, ale i znacznie "brudniejszych". Ograniczone zasoby to wzmożona walka o dostęp do nich. Trwa geopolityczne starcie o Arktykę, w której udział biorą zarówno Rosja, Kanada, USA, jak i kraje skandynawskie oraz Wielka Brytania.

czytaj dalej

rozmawiała Anna Masłoń
Źródło: dziennik.pl
12345następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

«