"Nie możemy ocalić Ziemi"
"To nonsens, że możemy ocalić Ziemię. Ani jednostki, ani stworzone przez nas instytucje, nawet te o charakterze międzynarodowym, nie są w stanie tego zrobić" - mówi "Dziennikowi Gazecie Prawnej" John Gray. Filozof nie ukrywa, że czego by nie uzgodniono w Kopenhadze, to i tak nie ma to znaczenia.
- Ekologiczne mydlenie oczu
- Kara za trucie, jak za jazdę po pijanemu
- "Chiny mile widziane "
- Obama chce zerwać z ropą
- Połowa ludzkości nie będzie miała wody
- Jest "historyczne porozumienie" ws. klimatu!
- Media: Szczyt w Kopenhadze? "Fiasko"
- "Szczyt w Kopenhadze to wielka klapa"
- USA będą walczyć z ociepleniem klimatu
- Nie dogadali się w sprawie CO2
- Chavez uderza w "bogate kraje"
- Merkel: Wieści z Kopenhagi nie są dobre
- W Kopenhadze zatrzymano 230 osób
- "Zaufajmy opinii publicznej w kwestii klimatu"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
ANNA MASŁOŃ: Śledzi pan uważnie to, co dzieje się podczas szczytu w Kopenhadze?
JOHN GRAY: Czytam gazety, ale jakoś nieszczególnie się emocjonuję tym, czy delegaci są bliżej podpisania międzynarodowej umowy, czy nie. Osiągnięcie porozumienia w Kopenhadze to
utopijne marzenie, które opiera się na nieuzasadnionej wierze, że przedstawiciele wszystkich krajów podejmą wspólną decyzję, która ocali ludzkość. A to po prostu niemożliwe.
Dlaczego?
Wszystkie rządy, których przedstawiciele pojawili się w Kopenhadze, mają lokalne i krótkoterminowe cele, ważniejsze dla nich niż jakikolwiek cel ogólnoświatowy. Dotyczy to nie tylko
największych krajów, takich jak USA czy Chiny, których interesy się wykluczają. Na przykład małe kraje wyspiarskie szukają sprzymierzeńca w Ameryce, bo uważają, że powtórka z Kioto nie
leży w ich interesie. Co innego chcą ugrać kraje afrykańskie, co innego Unia Europejska. Kopenhaga to miejsce, w którym ujawnia się nie jeden konflikt związany z globalnym ociepleniem, ale
całe mnóstwo innych.
Szumnie zapowiadany przełom zamieni się w fiasko?
Świat nie mówi jednym głosem - ani w tej sprawie, ani w żadnej innej. Owszem, istnieją instytucje, które odpowiadają za ład światowy, ale w rzeczywistości mamy raczej światowy nieład.
Kopenhaga jednak nie przyniesie zwycięstwa w walce z globalnym ociepleniem przede wszystkim dlatego, że problem, który próbują rozwiązać delegaci, jest zbyt poważny i zbyt złożony.
Jesteśmy przekonywani, że w Kopenhadze dochodzi do starcia zbawców planety z tymi, którzy nie dbają o los przyszłych pokoleń, bitwy dobra ze złem. Po co ta retoryka?
W dyskusji o zmianach klimatycznych słychać często ton moralizatorski - jedne kraje są po właściwej stronie barykady, inne nie. W rozgrywce pomiędzy poszczególnym państwami, grze o
uchronienie się przed negatywnymi skutkami globalnego ocieplenia, potyczce, która pozwoli im zabezpieczyć własne interesy, nie ma wcale podziału na dobrych i złych. Europa apeluje do USA, żeby
stanęły po słusznej stronie. A tymczasem kraje, które dotychczas szczyciły się mianem najbardziej zaangażowanych w ekologię, tak naprawdę nie rezygnują z pozyskiwania energii za cenę
degradacji środowiska. Kanada, która prezentuje się jako "zielony" kraj, pozyskuje ropę z piasków roponośnych - a jest to metoda powodująca olbrzymie zanieczyszczenie. Kryzys
klimatyczny oznacza przecież również problemy energetyczne, kurczenie się rezerw paliw kopalnych i konieczność poszukiwania nowych rozwiązań. Nie tylko tych "czystych" jak
energia jądrowa, ale i znacznie "brudniejszych". Ograniczone zasoby to wzmożona walka o dostęp do nich. Trwa geopolityczne starcie o Arktykę, w której udział biorą zarówno
Rosja, Kanada, USA, jak i kraje skandynawskie oraz Wielka Brytania.
czytaj dalej


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!