"Łowcy belek w cudzym oku"
Napisałem niedawno, że dziennikarz ma prawo grzebać w życiorysach, ale musi zawsze pamiętać, że próbując pozbawić kogoś wiarygodności, sam może ją stracić. To samo dotyczy ciała, które sobie przyznało prawo obdarzania kolegów po fachu tak straszliwymi stygmatami jak "nagroda Hieny Roku" - pisze Piotr Zaremba.
- Dziennikarze: Wycofać niesprawiedliwą "hienę"!
- Monika Olejnik: Nierzetelni sędziowie
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Może i taka lekcja powinna być środowisku aplikowana, bo ma ono skłonności do arogancji. Ale jest to po trosze zajęcie dla sapera.
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich napiętnowało nią w tym roku Wojciecha Cieślę za nieprawdziwy wywiad z Jackiem Chwedorukiem, wysokim urzędnikiem Banku Rothschilda, który był częścią materiału o majątku Janusza Palikota. Byłem tym szczerze zaskoczony. Nagroda Hieny Roku, jeśli już musi się komuś przytrafić, powinna być karą za wyjątkową podłość popełnianą z premedytacja, wyrządzającą komuś wielką szkodę. Ciężko mi się tego wszystkiego dopatrzeć w tej historii.
Po pierwsze czy wina była umyślna? Trudno mi sobie wyobrazić dziennikarza, który nie oszalał, a który zamieszcza w swojej gazecie nieprawdziwy wywiad z prawdziwą osobą. Wymienioną z imienia i nazwiska, taką, która może w każdej chwili powiedzieć: to nie moje wypowiedzi. Dla każdego, kto nawet nie zna sprawy, jest rzeczą oczywistą: to była pomyłka. Zbieg okoliczności, który zdarzyć się nie powinien, a jednak się zdarza najpilniejszym adeptom tego zawodu. Sytuacje absurdalne są najcięższe do wykrycia i przewidzenia. Właśnie ze względu na swoją absurdalność i brak prawdopodobieństwa.
Po drugie należy spytać o rzeczywistą krzywdę. Sam byłbym wkurzony, widząc w gazecie rozmowę ze sobą, wypowiedzi, jakich nigdy nie udzielałem. Ale czy po miesiącu, dwóch, gdy wszystko zostało wyjaśnione, uważałbym się za pokrzywdzonego? Szkodę ponieśli tu dziennikarz i gazeta – skądinąd uzasadnioną, ale nie pan Chwedoruk, od początku chodzący w aureoli bohatera skandalicznej pomyłki, żądającego przeprosin i te przeprosiny otrzymującego.
A czy ofiarą jest poseł Palikot? Ten nieszczęsny wywiad, którego nie było, raczej pomógł mu przyćmić wrażenie wywołane publikacją o jego majątku. Publikacją, która stawiała mu nieprzyjemne pytania. Można powiedzieć, że był to dla niego szczęśliwy traf. Zarówno pan Chwedoruk, jak i poseł Palikot są osobami wpływowymi i zamożnymi. Mają możliwości, aby się bronić, pilnować własnych interesów, i zresztą skorzystali z nich w pełni.
Nie jestem zwolennikiem rozgrzeszania dziennikarskiego światka. Nawet w tym roku widzę media, które dopraszają się napiętnowania. Rzecz w tym, że SDP, które potrafi iść czasem pod prąd dziennikarskim salonom, w tej akurat sprawie poszło na łatwiznę. W jego wypowiedziach często daje się zauważyć dużą surowość wobec kolegów czynnych w zawodzie, tendencję do uznawania pomyłki czy porażki za zbrodnię. Tylko czy własnej pomyłki też?


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!