"Nad Wisłę luksus jeszcze nie dotarł"
"W ludziach tkwi atawistyczna potrzeba wyróżniania się, a luksus umożliwia wyłamanie się z szarego tłumu. Gdyby nie ludzkie dążenie do luksusu, pewnie do dziś chodzilibyśmy w skórach" - mówi Jerzy Mazgaj, współwłaściciel delikatesów Alma, właściciel firmy Paradise Group.
- Wyprzedaże - kupować teraz czy czekać?
- Chelsea najdroższa w Londynie
- Luksus stał się dla Polaków normalnością
- Ta szynka jest najdroższa na świecie
- Jak dostać się do Brukseli? Na ładną buzię
- Andrzej Lepper - obrońca ludu za 23 tys. zł
- Armani wkracza do Polski
- Na shopping - za granicę
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
RENATA KIM: Lubi pan luksus?
JERZY MAZGAJ*: Oczywiście, wszyscy go lubią. W ludziach tkwi atawistyczna potrzeba wyróżniania się, a luksus umożliwia wyłamanie się z szarego tłumu. Gdyby nie ludzkie dążenie do luksusu, pewnie do dziś chodzilibyśmy w skórach.
A pan w czym chodzi?
Głównie w garniturach Ermenegildo Zegny. Raz w sezonie staram się kupić model z nowej kolekcji, to daje dwa rocznie. Żona nosi Armaniego i Burberry, córka też, ale czasem woli kupić trzy tanie sweterki w H&M niż jeden markowy. Mówi, że nie upadła na głowę, by tyle wydawać na ciuchy.
Ma pan jakieś słabości?
Jestem prawdziwym sybarytą, uwielbiam dobrze zjeść. Lubię też whisky single malt i kubańskie cygara, choć nie jestem od nich uzależniony. Wypalam jakieś trzy, cztery sztuki w tygodniu. Powiem tak: luksus wymaga wiedzy i dojrzałości, a także solidnego przygotowania. Jeśli ktoś pali cygaro jedynie po to, by pokazać innym, że przypala 150 złotych, to jest parweniuszem, a nie człowiekiem luksusowym. Najpierw powinien się dowiedzieć, dlaczego ten zwitek liści tytoniowych kosztuje tak dużo. To tak jak z operą: dobrze jest znać libretto, zanim zasiądzie się w loży.
A nie jest czasem tak, że Polacy niekoniecznie pójdą do opery, za to bardzo chętnie do butiku z markową odzieżą?
Rzeczywiście, tak bywa. Ale myślę, że w Polsce jest coraz mniej ludzi, którzy kupują luksusowe towary jedynie dla ich marki. Polacy wiedzą już, że Ermenegildo Zegna to nie tylko materiał, podszewka i guziki. Za tą marką stoi długa historia, piękno Toskanii i miłość jej twórców do detalu. To samo jest z Burberry: to legenda, a nie tylko produkt. A ręcznie robione buty Church? Gdy na nie patrzę, przed oczyma stają mi wąsaci szewcy z Northampton, którzy trzymają gwoździe w zębach, a potem wbijają je w podeszwy. I wiem, że ta manufaktura zatrudnia tylko garstkę ludzi, choć mogłaby poszerzyć rynki zbytu i sprzedawać znacznie więcej par butów. Ale nie chce, bo wie, że luksus musi być dobrem rzadkim. Nie można go wyprodukować na masową skalę w Chinach. Wierzę w zasadę „value for money”. Bo design przeminie, a dobra jakość pozostanie.
>>>Czytaj dalej>>>


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!