"Udowadniam naukowcom, że nie chcę ich nawracać"
O polskich księżach, którzy boją się nauki, i o tym, czy ruda wiewiórka może być Jezusem, opowiada filozof przyrody ksiądz Janusz Mączka.
- Oto popisowe dania prezydenckiej pary
- "Dzisiaj Jezus byłby blogerem"
- Polacy ruszyli na święta. Na drogach ślisko
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
KLARA KLINGER: Jest pan bardziej księdzem czy naukowcem?
KS. DR HAB. JANUSZ MĄCZKA*: Ha! Jak nie odpowiem, będzie źle. Jak powiem, że naukowcem, to księża się obrażą i powiedzą: to po co ci te święcenia? Jak powiem, że księdzem, to usłyszę od naukowców: no i wyszło szydło z worka, chcesz nas indoktrynować. Chyba najbardziej jestem filozofem. Ale trzeba wiedzieć, kiedy kim się jest. Chociaż warto zaznaczyć, że to „kim” nie musi stać ze sobą w sprzeczności.
Czy trudno łączyć te dwie ścieżki poszukiwania prawdy: religijną i naukową?
Ksiądz i naukowiec robią to samo: tłumaczą świat i poszukują prawdy. Ale w laboratorium człowiek nie musi mieć krzyżyka na czole i od razu traktować inaczej tego, co robi. I na przykład sprawdzać, czy wszystko jest zgodne z Pismem Świętym. Kiedy poświęcam się nauce, muszę zapomnieć w pewnym sensie, że jestem księdzem, czyli „zawiesić” wiarę. Tutaj są ściśle określone reguły, zasady, których trzeba przestrzegać. Istotne są dowody, najlepiej empiryczne. To na poziomie odkrycia może się przydać filozofia i wiara, jako osoba wierząca chcę iść głębiej. Moim celem jest rozpoznać zamysł Boży, jaki on jest dla całego wszechświata. Natomiast niewierzący często nie zadają tego typu pytań. Uznają, że świat jest taki, jak podpowiada nauka i tylko nauka. I koniec. Często nawet nie dopuszczają do rozważenia tego, że można zadać „inne” pytanie.
I go nie zadają?
Tak naprawdę, kiedy się uprawia naukę, w jakimś sensie jest się wierzącym. Naukowcy często się tym słowem posługują. Docierają do ważnych elementów tego świata, ale nie zawsze mają dar, by połączyć tę wiedzę z religią. Ale większe zagrożenie widzę w sytuacji, kiedy ktoś zna się na teologii, ale brakuje mu chęci rozumienia nauki. Trudno wtedy pojąć mu świat w jego bogactwie. Czy może czuć się spokojny? Nie wiem, ale chyba nie. Dlatego obie te dziedziny trzeba umiejętnie łączyć. Osoby religijne nie czyhają, aż się powinie noga naukowcom i będą mogli wówczas powiedzieć: widzicie, a jednak nie macie ani racji, ani monopolu na prawdę.
>>>Czytaj dalej>>>


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!