"Mówiono, że piszemy science fiction"
W 1989 r. pojawiła się szansa, którą dobrze wykorzystaliśmy. Polak, który dziś wyjeżdża na Zachód może się czuć obywatelem Europy. Podczas, gdy w latach 70. nie stać go tam było na obiad w barze - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Stefan Kawalec, były szef doradców ekonomicznych Leszka Balcerowicza.
- "Teraźniejszość już przegraliśmy"
- Balcerowicz ma nowy plan
- Balcerowicz: Dokończmy prywatyzację!
- Balcerowicz każe nam pracować do śmierci
- Kiszczak: Liczyliśmy się z czynnym oporem
- Kołodko u Olejnik: Niech się pani nie ciska
- 20 lat planu Balcerowicza
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Agnieszka Sopińska: Potrafi pan wyobrazić sobie, jak wyglądałaby dziś Polska, gdyby 20 lat temu nie udało się wam wprowadzić planu Balcerowicza?
Stefan Kawalec*: Tu wyobraźnia nie jest potrzebna. Wystarczy rozejrzeć się po Europie i popatrzeć jak wyglądają kraje takie jak Ukraina, gdzie nie przeprowadzono tak kompleksowych i
zdecydowanych zmian, lub takie jak Bułgaria lub Rumunia, gdzie zmiany wprowadzano z opóźnieniem, powoli i niekonsekwentnie. W chwili przełomu w 1989 r. w Polsce istniał masowy ruch
„Solidarność” mający blisko 10-letnią historię i cieszący się wielkim poparciem społecznym, co było sytuacja wyjątkową w porównaniu z innymi krajami wychodzącymi z
socjalizmu. Decydujące było to, że liderzy „Solidarności” poparli program, który w sposób szybki i jednoznaczny wprowadził gospodarkę rynkową, a jednocześnie
powstrzymał narastanie hiperinflacji. Warto przypomnieć, że program gospodarczy rządu Tadeusza Mazowieckiego wprowadzony jesienią 1989 r. był całkowicie różny od tego o czym parę miesięcy
wcześniej mówiono przy Okrągłym Stole. Wtedy „Solidarność” zajmowała stanowisko typowo związkowo koncentrując swoją uwagę miedzy innymi na wprowadzeniu tzw.
„dodatku drożyźnianego”. Nie formułowano daleko idących postulatów dotyczących wprowadzenia pełnej gospodarki rynkowej i prywatyzacji.
Nie formułowano, bo może liderom ówczesnej opozycji wydawało się to nieosiągalne
Zakładano wówczas, że w dalszym ciągu będą rządzić komuniści, a „Solidarność” będzie w kwestiach gospodarczych występowała z pozycji związku zawodowego. Jednak od
chwili zakończenia obrad Okrągłego Stołu w kwietniu 1989 r. do momentu powołania rządu Mazowieckiego we wrześniu tegoż roku zarówno sytuacja polityczna jak i gospodarcza uległy zasadniczym
zmianom. Po pierwsze w wyborach z czerwca 1989 zakres poparcia dla „Solidarności” zaskoczył wszystkich. Wskazany przez prezydenta Jaruzelskiego kandydat PZPR gen. Kiszczak
bezskutecznie próbował utworzyć rząd. W tym czasie nadal rządził rząd Rakowskiego bez Rakowskiego, który podał się do dymisji. Rządzili więc jego ministrowie, ale bez premiera. Ten rząd
1 sierpnia 1989 r. wprowadził wolne ceny na produkty żywnościowe. Stało się to w sytuacji olbrzymiego deficytu budżetowego. W konsekwencji ceny zaczęły rosnąć, a w wyniku porozumienia
Okrągłego Stołu zaczęto wypłacać „dodatek drożyźniany” co pogłębiało deficyt budżetowy i podsycało dalszy wzrost cen. Coraz bardziej uświadamiało to sobie
kierownictwo „Solidarności”. Obywatelski Klub Parlamentarny powołał wówczas zespół doradczy kierowany przez prof. Janusza Beksiaka z zadaniem przygotowania programu
gospodarczego.
czytaj dalej




































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!