Co prawda potencjał ekonomiczny nowego bloku pozostaje na razie trzykrotnie mniejszy niż pozostałych dwóch konkurentów. Jednak przy zachowaniu obecnego tempa wzrostu chiński dochód narodowy już za kilkanaście lat stanie się taki sam jak europejski i amerykański. Czy Bruksela i Waszyngton są przygotowane na pojawienie się nowego gracza?

Doświadczenia historyczne pokazują, że takie sytuacje mogą być niebezpieczne. Gdy sto lat temu Niemcy i Japonia chciały dołączyć do Wielkiej Brytanii i Francji, stając się światowymi potęgami, doprowadziło to do wybuchu I wojny światowej. Tym razem sytuacja wygląda jednak lepiej.

W czasie obecnego kryzysu Chiny umocniły swoją pozycję - w przeciwieństwie do Unii i USA utrzymały wzrost gospodarczy. Ale Amerykanie i Europejczycy nie zareagowali na to negatywnie. Przekształcając G7 w G20, a także zmieniając strukturę MFW i Banku Światowego, dali znać, że są gotowi razem z Chińczykami współdecydować o losach świata. To dobrze wróży na przyszłość.