W artykule z 4 stycznia Jan Rokita zarzuca rządowi rzekome "zniesienie nauczania historii" w drugiej i trzeciej klasie liceum. Twierdzi, że jest to wyrazem lekkomyślności ministra i premiera, i dziwi się bierności prezydenta, który jeszcze nie wnioskował o ogólnonarodowe referendum w tej sprawie. Dziwi się postawie opozycji, która zapomina o obronie tradycji narodowej, i dziwi się instytutom badawczym, że nie analizują poglądów opinii publicznej na temat likwidacji nauczania historii.

Dziwne nieporozumienie

Mam wrażenie, że Jan Rokita dziwi się wszystkim, a nie bierze pod uwagę jednej istotnej kwestii. Otóż wszyscy wymienieni zapoznali się już z pomysłem, na którego temat wypowiada się Jan Rokita, a jedynym, który tego jeszcze nie zrobił, jest właśnie Jan Rokita, który na ten temat się wypowiada. Tym, których zaniepokoiły doniesienia o rzekomej likwidacji nauczania historii w liceum, spieszę wyjaśnić, jak jest naprawdę.

Realne efekty nauczania historii w szkołach wyglądają dzisiaj źle. Ten sam materiał powtarzany jest w gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych w takim samym zakresie i tak samo powierzchownie. Zaczyna się od starożytności, a kończy na… No właśnie. Teoretycznie kończy się na omówieniu historii najnowszej. Ale tylko teoretycznie, gdyż ze względu na chronologię w nauczaniu tego przedmiotu zawsze brakuje czasu właśnie na drugą połowę XX wieku. Dlatego obecni absolwenci szkół w Polsce bardzo mało wiedzą o tym, co działo się po II wojnie światowej. A jeśli już coś wiedzą, to niekoniecznie ze szkoły.

Po łebkach znaczy źle

Problem pośpiesznego powtarzania tych samych wiadomości w gimnazjach i liceach dotyczy zresztą kilku innych przedmiotów, m.in. biologii, geografii, fizyki czy chemii. Gimnazjum i liceum fundują uczniom prawie taki sam skrócony, powierzchowny kurs tych przedmiotów.

Trzykrotne, spłycone uczenie historii mści się choćby tym, że każda ankieta dotycząca ważnych rocznic z najnowszej historii pokazuje żenującą niewiedzę najmłodszego pokolenia. Natomiast w naukach przyrodniczych luki w wiedzy rozkładają się w sposób przypadkowy i nie wystarcza czasu na kształtowanie u uczniów umiejętności bardziej złożonego rozumowania.

Postanowiłam zmienić tę sytuację. Dlatego nowa podstawa programowa zakłada złączenie programowe gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. Nie tylko historii, ale także geografii, biologii, fizyki, chemii czy wiedzy o społeczeństwie będziemy uczyć wolniej i gruntowniej, w sposób bardziej pogłębiony. Absolwent każdej polskiej szkoły ukończy ją z dobrą znajomością historii najnowszej, będzie posiadał również wiedzę z przedmiotów ścisłych, popartą umiejętnością przeprowadzania doświadczeń i obserwacji. Uczniowie liceów ogólnokształcących będą także - znacznie szerzej niż obecnie - uczyć się kilku wybranych przedmiotów. Oprócz tego, w ramach jednego z bloków (historia i społeczeństwo lub przyroda, w zależności od tego, czy jako rozszerzone wybrali przedmioty matematyczno-przyrodnicze czy humanistyczne) będą dopełniać swoją wiedzę, dzięki czemu ich wykształcenie będzie jak najbardziej wszechstronne. Od 2015 roku, kiedy obecni uczniowie klas I gimnazjów ukończą szkoły ponadgimnazjalne, będziemy mieć absolwentów dużo lepiej, solidniej przygotowanych nie tylko do kontynuowania nauki, ale także dobrze znających m.in. historię najnowszą.

Każdemu według potrzeba

Nauka samej historii w szkołach ponadgimnazjalnych będzie zaczynać się od końca I wojny światowej. Dzięki temu nauczyciele uzyskają czas na dokładne omówienie najnowszego okresu historii w sposób mu należny. Uczeń liceum wybierze także przedmioty, którymi interesuje się najbardziej i ich właśnie będzie się uczył w sposób rozszerzony w wymiarze kilkakrotnie większym niż obecnie. Jeśli wybierze historię, przejdzie jej gruntowny kurs. Będzie miał czas, aby razem z nauczycielem zagłębić się w szczegółowe analizy wydarzeń historycznych, ich przyczyny i następstwa. Ci, którzy wybiorą - w trybie rozszerzonym - przedmioty ścisłe, będą równolegle uczyli się bloku historia i społeczeństwo. W ramach tego bloku uczniowie skupią się na omówieniu wybranych przez nauczyciela tematów na przestrzeni epok historycznych. Będą mieli okazję do wspólnej analizy problemów, z którymi stykają się na co dzień, a które mają swoje źródła w historii. Celem takiego nauczania będzie pokazanie uczniowi zainteresowanemu naukami matematycznymi i przyrodniczymi, że wiedza humanistyczna może stanowić klucz do rozumienia świata współczesnego.

Czytaj dalej...


Warto przy tym zapewnić, że zmiana polega na innym zorganizowaniu nauki, ale w takim samym wymiarze godzin przeznaczonych na historię i wiedzę o społeczeństwie (częściowo realizowanych w sposób zblokowany). Natomiast ci, którzy szczególnie interesują się historią, będą mieć jej godzin nawet znacznie więcej niż obecnie.

Te rozwiązania obejmują już obecnych gimnazjalnych pierwszoklasistów, którzy uczą się według nowej podstawy programowej. Oni będą mieli okazję poznać historię dokładniej i w ciekawszy sposób niż ich starsi koledzy.

Rok historii

Aby wesprzeć nauczycieli i uczniów, którzy uczą się historii według starej podstawy programowej, ogłosiłam bieżący rok szkolny Rokiem Historii Najnowszej. W ramach tej inicjatywy kilkanaście instytucji (w tym m.in. najważniejsze historyczne muzea, Instytut Pamięci Narodowej, Ośrodek Karta, Europejskie Centrum Solidarności, Centrum Edukacji Obywatelskiej - pełna lista na www.rokhistorii.men.gov.pl) utworzyło koalicję na rzecz historii najnowszej w edukacji i wspólnie przygotowuje różne działania, informuje o konferencjach, konkursach, a także udostępnia na stworzonej specjalnie stronie internetowej swoje materiały edukacyjne.

Bez znajomości historii trudno budować społeczeństwo świadome swojej tożsamości. Dlatego tyle trudu i wysiłku wkładamy w przygotowanie lepszego wykształcenia historycznego młodych Polaków. Świadomość dobrego kierunku zmian mają już zarówno premier, prezydent, opozycja, historycy, a nawet instytuty badawcze. Mam nadzieję, że po lekturze tego artykułu wiary w zmianę na lepsze w nauczaniu historii nabierze również Jan Rokita.