Grecja zapewnia, że poradzi sobie sama, jednak ma cichą nadzieję na ratunek z Europejskiego Banku Centralnego. Frankfurt nie powinien ulegać tym oczekiwaniom. To nie UE doprowadziła do deficytu na poziomie 12,7 proc., nie ona zadłużyła kraj do 113 proc. PKB. Państwo eurozony nie może zachowywać się jak Zimbabwe, którego waluta znalazła się w takiej kondycji, że w końcu wycofano ją z obiegu, zastępując dolarem.

Polska nie może wejść do eurozony – mamy za duży deficyt. Tymczasem Grecja, Portugalia, Włochy i inni kpią dziś z kryteriów stabilizacyjnych. Jeśli euro ma zachować wartość – nie tylko nominalną, ale i polityczną – nie wolno ratować nieudaczników tylko dlatego, że przyjęli wspólną walutę. Niech najpierw zasłużą na pomoc ciężką pracą, którą my wykonujemy, by dołączyć do Eurolandu.