Narodowy Front Potępień krakowskiej prokuratury w obronie dziennikarzy Skórzyńskiego i Gierszewskiego ujmuje się za kluczową wartością publiczną, jaką jest wolność słowa. Aczkolwiek klątwy rzucane dziś na prokuratorów i argumenty powielane na prawo i lewo są raczej skutkiem intelektualnego owczego pędu i poważnej słabości myślenia o państwie. W spontanicznym Froncie zgromadzili się dziś wszyscy. Prezydent dostrzega w zarzutach karnych postawionych dwojgu dziennikarzom "pokusę nadużyć władzy". Nieszczęsną prokuraturę potępiają za "zamykanie ust wolnym mediom" TVN, TVP, Radio Zet, Rada Etyki Mediów, Polski Press Klub, Rzecznik Praw Obywatelskich, politycy PO i PiS, a nawet - co jest rzadkością w tym zawodzie - prawnicy. Profesor i adwokat Kruszyński jest "zbulwersowany" i zapewnia nawet oglądającą go publiczność, że dziennikarze w żadnym razie polskiego prawa nie złamali.

Tymczasem jest dokładnie odwrotnie i wie o tym zapewne każdy student pierwszego roku prawa, który rozumie kodeks karny. Kodeks ten po prostu zabrania komukolwiek (dziennikarzowi także) ujawniać bez zezwolenia prokuratora biegu postępowania karnego na etapie śledztwa prokuratorskiego. Rozstrzyga to całkiem jednoznacznie przepis art. 241 kodeksu, nie wymyślony, ani nie uchwalony przez zgromadzenie prokuratorów, ale przez sejm i senat II kadencji. Całkiem niedawno prokuratura ścigała z tego samego tytułu nawet byłego ministra sprawiedliwości Ziobrę, mimo, kiedy ów ewidentnie bez naruszenia interesu publicznego zawiadomił o przebiegu jednego z aferalnych śledztw szefa swojej partii. Ministra zdaje się uratowało w końcu tylko to, że nie udało się stworzyć takiej konstrukcji logicznej, która by dowodziła, że sam sobie jako prokurator generalny nie udzielił zezwolenia na swoje działanie. A interes publiczny i prawdziwość ujawnionych faktów – na które nagminnie powołują się teraz oskarżyciele prokuratury - nie ma w polskim kodeksie żadnego znaczenia. Nawet jeśli dziennikarze mieli intencje czyste jak św. Franciszek i byli tak prawdomówni jak Sokrates - zgodnie z kodeksem mogą iść siedzieć na dwa lata.

Że to kompletnie bezrozumne? Ależ oczywiście! Tylko czy mało jest w Polsce bezrozumnych praw, a w tym przepisów kodeksu karnego? A co powiedzieć o artykule 212, który za przekroczenie wolności słowa przez opisanie w gazecie bezeceństw jakiegoś na przykład posła również nakazuje posadzić winnego na dwa lata do kryminału? Ileż to przez Polskę przetoczyło się debat na temat anachroniczności posyłania człowieka do więzienia jedynie za nadużycie wolności słowa! Albo o innym artykule 241 - z kultowym niemal przestępstwem "poniżenia organu", za co w Polsce także można odsiedzieć dwa lata? Kiedy z takich przepisów oskarżano Ziobrę nie było Narodowego Frontu w jego obronie. A gdy robiono rewizję i stawiano zarzuty internaucie, który rozesłał pocztą elektroniczną obrazek dwóch kaczych kuprów, Prezydent RP nie dostrzegł w tym "pokusy nadużycia władzy". Ale już najmniej wiarygodnie brzmią w tym chórze posłowie - jak poseł Karpiniuk - ze zgrozą opowiadający o "skandalu". To w ich gestii jest przecież zmiana obowiązującego prawa, tak, aby prokuratorzy nie musieli legalistycznie stosować prawnych nonsensów. Tylko, że nigdy dotąd takiej inicjatywy nie podjęli.

Skórzyński i Gierszewski - owszem - posłani by zostali z pewnością do mamra, gdyby nad Wisłą była Ameryka, a nie Polska. Tam bowiem państwo swoje własne ustawy zwykło traktować ze śmiertelną powagą. U nas ostatnimi legalistami pozostali już pewnie krakowscy prokuratorzy. Więc minister sprawiedliwości dopilnuje, aby od swoich zwierzchników dostali w kość i musieli umykać z podwiniętymi ogonami. Kodeks karny może zawierać niemądre przepisy, nikt ich od lat nie chce zmieniać, ale burza podnosi się wtedy, gdy legaliści próbują je praktycznie zastosować. Na tym właśnie polega istota słabości współczesnej polskiej kultury prawnej. Uczestnicy Narodowego Frontu - nie biorąc się za naprawianie chorego kodeksu, ale bez namysłu atakując prokuraturę - pewnie by się mocno zdziwili, gdyby im powiedzieć, że są faktycznymi współsprawcami tej słabości.