"Rokita mówi od rzeczy"
W Stanach Zjednoczonych wolność prasy traktowana jest jako fundament istnienia państwa demokratycznego. I nie do pomyślenia jest, by dziennikarze byli ścigani za to, że ujawnili opinii publicznej jakieś fakty - mówi prof. Piotr Kruszyński, obrońca jednego z dziennikarzy z prokuratorskimi zarzutami. Ostro krytykuje także Jana Rokitę.
- "Nieszczęsne śledztwo"
- Prezydent broni oskarżanych dziennikarzy
- Dziennikarz TVN24 usłyszał zarzut
- "Będę im wysyłał paczki do więzienia"
- "Nie kazałem ścigać dziennikarzy"
- Odwołali prokuratora od dziennikarzy
- "Intelektualny owczy pęd"
- Prokuratura ściga dziennikarzy. Już dwóch
- "Putin w Katyniu? Świat stanął na głowie"
- Dziennikarze stają w obronie kolegów
- Śledczy szykują zarzuty dla dziennikarzy
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-02-14

temp. min -19°C max. 1°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Paulina Nowosielska: Jan Rokita powiedział na łamach DGP, że obrona Krzysztofa Skórzyńskiego z TVN24 oraz Mariusza Gierszewskiego z Radia ZET to wyłącznie skutek intelektualnego owczego
pędu. Bo tak naprawdę prokuratura w Krakowie wykonuje tylko swoje zadania. Co pan na to?
Piotr Kruszyński*: To wyłącznie problem ludzi, którzy mówią o prawie i jego przepisach nie mając o nich tak naprawdę bladego pojęcia.
A jak jest pana zdaniem? Dziennikarze przygotowali materiały, w których dowodzili, iż prokurator Engelking, współpracownik Zbigniewa Ziobry, wskazał Janusza Kaczmarka jako źródło
przecieku w akcji CBA, choć tak naprawdę nie miał ku temu podstaw. Powoływali się na zeznania, jakie w rzeszowskiej prokuraturze złożyli śledczy badający tę sprawę. Dziś grozi im za to
grzywna, kara ograniczenia, lub pozbawienie wolności do lat dwóch.
Uważam, że prokuratura prowadzi kompletnie bezpodstawne i absurdalne działania. Obowiązkiem, nie tylko prawnym, dziennikarza jest informowanie o wydarzeniach, które opinię publiczną
interesują. Jeżeli dziennikarz, ze swoich własnych źródeł, do których ma pełne prawo, dowiaduje się o interesujących faktach, to rozpowszechnienie ich jest wręcz jego obowiązkiem.
Natomiast stawianie mu zarzutów z tego powodu przypomina najgorsze zagrywki z arsenału systemu totalitarnego. Sytuacja byłaby zupełnie inna, gdyby dziennikarz ujawniał fakty bardzo ważne dla
obronności kraju, bezpieczeństwa państwa. Krótko mówiąc: gdyby posunął się za daleko. W takiej sytuacji zgodziłbym się z orzeczeniem Sądu Najwyższego z końca marca ubiegłego roku, że
przestępstwo ujawnienia tajemnicy państwowej mogą popełnić nie tylko urzędnicy zobowiązani do jej ochrony, ale także i dziennikarze, którzy ją publikują. Jednak w tym konkretnym przypadku
o niczym takim nie ma mowy.
Czyli nie ma nagonki na prokuratorów, którzy po prostu wykonują swoją pracę?
Jaka nagonka? O czym my tutaj mówimy? To są brednie. Prokurator powinien się był zastanowić dziesięć razy zanim wykonał tak absurdalny ruch. Dziennikarze nie mieli dostępu do akt śledztwa.
Oni dowiedzieli się o wszystkim od swoich informatorów. A teraz każe im się ponosić konsekwencje czyjejś niekompetencji. A nawet, gdyby znali akta, to wówczas możnaby zawsze mówić o stanie
wyższej konieczności. Tym bardziej, jeśli wykonują swoją pracę w interesie publicznym, a nie rozgrywają jakąś prywatną wojenkę.
czytaj dalej


































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!