Paulina Nowosielska: Jan Rokita powiedział na łamach DGP, że obrona Krzysztofa Skórzyńskiego z TVN24 oraz Mariusza Gierszewskiego z Radia ZET to wyłącznie skutek intelektualnego owczego pędu. Bo tak naprawdę prokuratura w Krakowie wykonuje tylko swoje zadania. Co pan na to?
Piotr Kruszyński*: To wyłącznie problem ludzi, którzy mówią o prawie i jego przepisach nie mając o nich tak naprawdę bladego pojęcia.

A jak jest pana zdaniem? Dziennikarze przygotowali materiały, w których dowodzili, iż prokurator Engelking, współpracownik Zbigniewa Ziobry, wskazał Janusza Kaczmarka jako źródło przecieku w akcji CBA, choć tak naprawdę nie miał ku temu podstaw. Powoływali się na zeznania, jakie w rzeszowskiej prokuraturze złożyli śledczy badający tę sprawę. Dziś grozi im za to grzywna, kara ograniczenia, lub pozbawienie wolności do lat dwóch.
Uważam, że prokuratura prowadzi kompletnie bezpodstawne i absurdalne działania. Obowiązkiem, nie tylko prawnym, dziennikarza jest informowanie o wydarzeniach, które opinię publiczną interesują. Jeżeli dziennikarz, ze swoich własnych źródeł, do których ma pełne prawo, dowiaduje się o interesujących faktach, to rozpowszechnienie ich jest wręcz jego obowiązkiem. Natomiast stawianie mu zarzutów z tego powodu przypomina najgorsze zagrywki z arsenału systemu totalitarnego. Sytuacja byłaby zupełnie inna, gdyby dziennikarz ujawniał fakty bardzo ważne dla obronności kraju, bezpieczeństwa państwa. Krótko mówiąc: gdyby posunął się za daleko. W takiej sytuacji zgodziłbym się z orzeczeniem Sądu Najwyższego z końca marca ubiegłego roku, że przestępstwo ujawnienia tajemnicy państwowej mogą popełnić nie tylko urzędnicy zobowiązani do jej ochrony, ale także i dziennikarze, którzy ją publikują. Jednak w tym konkretnym przypadku o niczym takim nie ma mowy.

Czyli nie ma nagonki na prokuratorów, którzy po prostu wykonują swoją pracę?
Jaka nagonka? O czym my tutaj mówimy? To są brednie. Prokurator powinien się był zastanowić dziesięć razy zanim wykonał tak absurdalny ruch. Dziennikarze nie mieli dostępu do akt śledztwa. Oni dowiedzieli się o wszystkim od swoich informatorów. A teraz każe im się ponosić konsekwencje czyjejś niekompetencji. A nawet, gdyby znali akta, to wówczas możnaby zawsze mówić o stanie wyższej konieczności. Tym bardziej, jeśli wykonują swoją pracę w interesie publicznym, a nie rozgrywają jakąś prywatną wojenkę.

czytaj dalej


Jan Rokita na łamach DGP powoływał się na artykuł 241 kodeksu karnego. Zabrania on komukolwiek ujawniać bez zezwolenia prokuratora biegu postępowania karnego na etapie śledztwa prokuratorskiego. Dlatego nawet, jeśli ktoś miał intencje czyste jak św. Franciszek, to i tak powinien siedzieć.
Przykro mi bardzo, ale w tym akurat przypadku Jan Rokita mówi od rzeczy. Art. 241 mówi wyraźnie o sytuacji, kiedy ktoś ujawnia okoliczności postępowania przygotowawczego. W tym wypadku nie ma on żadnego zastosowania i dowodzi wyłącznie tego, że nikt dziennikarzy nie wysłuchał lub nie chce dać im wiary. Oni nigdy nawet nie sugerowali, że mieli wgląd w akta. I znów: nawet, gdyby ujawnili treść dokumentów, to i tak działaliby w stanie wyższej konieczności.

A co z zarzutem, że gdybyśmy byli Ameryką, gdzie przestrzega się prawa, to takie sprawy szybko kończyłyby się wyrokami. A tak po uszach dostają ostatni legaliści - krakowscy prokuratorzy.
To kolejny absurd. W Stanach Zjednoczonych wolność prasy traktowana jest jako fundament istnienia państwa demokratycznego. I nie do pomyślenia jest, by dziennikarze byli ścigani za to, że ujawnili opinii publicznej jakieś fakty. Tam wszystkie informacje, które wynikają z działań policyjnych są przekazywane opinii publicznej. Albo za pośrednictwem dziennikarzy, albo adwokatów. Dobrze, gdyby powołując się na wymyślone przykłady, publicyści brali odpowiedzialność za słowa.

Nie boi się pan upolitycznienia sprawy i tego, że politycy będą teraz prześcigać się w deklaracjach, kto jest tym prawdziwym obrońcą mediów?
Nie, absolutnie. Na szczęscie prokurator krajowy już odniósł się krytycznie do działania prokuratury krakowskiej. Natomiast ja sam polityków nie powstrzymam. Jeżeli będą chcieli wykorzystać tę sprawę do własnych celów, to stanie się bardzo źle.

Piotr Kruszyński, adwokat, profesor prawa, obrońca Krzysztofa Skórzyńskiego