Dziennik.plOpinie

Wtorek, 14 lutego 2012

Imieniny: Walentego, Cyryla, Metodego

"Rokita mówi od rzeczy"

2010-01-13 | Ostatnia aktualizacja: 21:17 | Komentarze: 0 | skomentuj

W Stanach Zjednoczonych wolność prasy traktowana jest jako fundament istnienia państwa demokratycznego. I nie do pomyślenia jest, by dziennikarze byli ścigani za to, że ujawnili opinii publicznej jakieś fakty - mówi prof. Piotr Kruszyński, obrońca jednego z dziennikarzy z prokuratorskimi zarzutami. Ostro krytykuje także Jana Rokitę.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-02-14

temp. min -19°C max. 1°C
opady: śladowe opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Paulina Nowosielska: Jan Rokita powiedział na łamach DGP, że obrona Krzysztofa Skórzyńskiego z TVN24 oraz Mariusza Gierszewskiego z Radia ZET to wyłącznie skutek intelektualnego owczego pędu. Bo tak naprawdę prokuratura w Krakowie wykonuje tylko swoje zadania. Co pan na to?
Piotr Kruszyński*: To wyłącznie problem ludzi, którzy mówią o prawie i jego przepisach nie mając o nich tak naprawdę bladego pojęcia.

A jak jest pana zdaniem? Dziennikarze przygotowali materiały, w których dowodzili, iż prokurator Engelking, współpracownik Zbigniewa Ziobry, wskazał Janusza Kaczmarka jako źródło przecieku w akcji CBA, choć tak naprawdę nie miał ku temu podstaw. Powoływali się na zeznania, jakie w rzeszowskiej prokuraturze złożyli śledczy badający tę sprawę. Dziś grozi im za to grzywna, kara ograniczenia, lub pozbawienie wolności do lat dwóch.
Uważam, że prokuratura prowadzi kompletnie bezpodstawne i absurdalne działania. Obowiązkiem, nie tylko prawnym, dziennikarza jest informowanie o wydarzeniach, które opinię publiczną interesują. Jeżeli dziennikarz, ze swoich własnych źródeł, do których ma pełne prawo, dowiaduje się o interesujących faktach, to rozpowszechnienie ich jest wręcz jego obowiązkiem. Natomiast stawianie mu zarzutów z tego powodu przypomina najgorsze zagrywki z arsenału systemu totalitarnego. Sytuacja byłaby zupełnie inna, gdyby dziennikarz ujawniał fakty bardzo ważne dla obronności kraju, bezpieczeństwa państwa. Krótko mówiąc: gdyby posunął się za daleko. W takiej sytuacji zgodziłbym się z orzeczeniem Sądu Najwyższego z końca marca ubiegłego roku, że przestępstwo ujawnienia tajemnicy państwowej mogą popełnić nie tylko urzędnicy zobowiązani do jej ochrony, ale także i dziennikarze, którzy ją publikują. Jednak w tym konkretnym przypadku o niczym takim nie ma mowy.

Czyli nie ma nagonki na prokuratorów, którzy po prostu wykonują swoją pracę?
Jaka nagonka? O czym my tutaj mówimy? To są brednie. Prokurator powinien się był zastanowić dziesięć razy zanim wykonał tak absurdalny ruch. Dziennikarze nie mieli dostępu do akt śledztwa. Oni dowiedzieli się o wszystkim od swoich informatorów. A teraz każe im się ponosić konsekwencje czyjejś niekompetencji. A nawet, gdyby znali akta, to wówczas możnaby zawsze mówić o stanie wyższej konieczności. Tym bardziej, jeśli wykonują swoją pracę w interesie publicznym, a nie rozgrywają jakąś prywatną wojenkę.

czytaj dalej

rozmawiała Paulina Nowosielska
Źródło: Dziennik.pl
12następna »
Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl