Dziennik.plOpinie

Wtorek, 22 maja 2012

Imieniny: Heleny, Wiesławy, Romy

Czy parytety są potrzebne?

2010-01-18 | Ostatnia aktualizacja: 21:20 | Komentarze: 0 | skomentuj

"Istnieją bardzo poważne dysproporcje między kobietami a mężczyznami w dostępie do władzy, polityki, zarządzania. Kobiety mają tu znacznie mniejsze szanse i możliwości. Trzeba więc przyjąć mechanizmy, które to wyrównają" - mówi w debacie "Dziennika Gazety Prawnej" o parytetach profesor etyki Magdalena Środa.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

DGP: Czy parytety są naprawdę potrzebne?

Magdalena Środa*: Tak. Istnieją bardzo poważne dysproporcje między kobietami a mężczyznami w dostępie do władzy, polityki, zarządzania. Kobiety mają tu znacznie mniejsze szanse i możliwości. Trzeba więc przyjąć mechanizmy, które to wyrównają. Kwoty to taki właśnie mechanizm: działa czasowo, w ograniczony sposób i przyspiesza procesy demokratyzacji, które pozostawione same sobie, będą wykluczały kobiety z polityki jeszcze przez kilkadziesiąt lat. Moje poparcie dla kwot bierze się też z doświadczeń przewodniczenia egzaminom wstępnym na UW w latach 90. Zauważyłam wtedy rosnącą dysproporcję między kandydatami z Warszawy, którzy mieli dostęp do dobrych szkół i bibliotek, a młodzieżą z prowincji, która tego dostępu nie miała. Ci drudzy znaleźli się w gorszym położeniu nie z własnej winy, ocenialiśmy ich więc nie tylko za efekty pracy, ale i wkład pracy…

DGP: To było coś w rodzaju punktów za pochodzenie?

M. Ś.: Tak. Dysproporcja między szansami jednych i drugich była ogromna i niezależna od praw, woli czy zasług. Z powodu braku możliwości, nieśmiałości, stereotypów jedni (ci z prowincji) byli w znacznie gorszym położeniu niż pozostali. Z kobietami w polityce jest tak samo. Polityka jest męską rzeczą i kobietom trudno do niej wejść, tylko z powodu płci. Jako minister do spraw równouprawnienia spotykałam się z kobietami z PO, PiS, LPR. I wszystkie mówiły to samo: pracujemy na tę partię, a potem panowie się spotykają i przed wyborami powstaje lista, na której nas nie ma. Bo jesteśmy niewygodne, „obce”, nie protestujemy.

Monika Michaliszyn*: Pochodzę z małego miasta w północno-wschodniej Polsce i wiem, że dostęp do edukacji nie jest taki zły, jak usiłuje to pani przedstawić. Mówienie, że ludzie spoza paru wielkich miast są gorzej wykształceni lub używają uboższego słownictwa jest dla nich uwłaczające. Ich droga z małych miast na uczelnie wymaga po prostu więcej pracy, wiedzy i determinacji. Forsując parytet podpisuje się pani pod polityką PRL, która forowała kandydatów na studia z robotniczym pochodzeniem, dyskryminując tych, którzy mieli nieszczęście pochodzić z rodzin inteligenckich lub tzw. prywatnej inicjatywy.

Kazimiera Szczuka*: Na uczelniach od czasów PRL-u przez długie lata promowano mężczyzn podczas egzaminów na akademie medyczne. Medycyna była wtedy zawodem bardzo sfeminizowanym i należało wyrównać proporcje, bo lekarze-mężczyźni byli potrzebni na przykład do wojska. Więc wprowadzono mechanizm, który nie polegał na tym, że do egzaminu przystępowali po połowie kobiety i mężczyźni, ale na dodawaniu mężczyznom punktów do wyniku egzaminu. Lepsza dziewczyna mogła więc przegrać z gorszym chłopakiem! Nikt tego mechanizmu nie podważał, a mężczyźni nie uważali, że im to ubliża.

M.M.: Mechanizm promowania mężczyzn w egzaminach na uczelnie medyczne został zniesiony dlatego, że był dyskryminujący - w tym wypadku dla kobiet. Niedawno okazało się, że z idei parytetu wycofują się Szwedzi...

K.S.: Jasne, bo on już zadziałał! Szwedzkie kobiety są już w polityce i parytety są niepotrzebne.

Liliana Sonik*: Idea parytetów jest niemądra. Oznacza regres demokracji. Przecież demokracja opiera się na założeniu, że każdy człowiek ma identyczne prawa i równą godność. Lekarka i murarz, biedak i milioner mają równe prawo uczestnictwa w życiu publicznym bo niezależnie od różnic statusu czy płci, łączy nas wspólny los i wspólne cele. Parytet temu zaprzecza. I ustawowo dzieli ludzi na kategorie. Tymczasem nasze prawo oparte jest na prawach człowieka, a nie na prawach grup. Na bazie interesów grupy (a nie interesu powszechnego) powstały u nas dwie partie: Partia kobiet oraz Krajowa Partia Eerytów i Rencistów. Gdyby na poważnie sprawdzić obszary dyskryminacji to zapewniam, że ludzie starzy czy niepełnosprawni mają gorzej niż kobiety. Dlaczego zatem seniorom odmawiać parytetowych miejsc na listach? Dlaczego nie zagwarantować ustawą miejsc niepełnosprawnym? Jeśli raz wprowadzi się logikę parytetów, to gdzie się zatrzymać? Parytet jest też przeciwskuteczny. Jeżeli na listach będzie tyle samo kobiet co mężczyzn, to ewentualny głos kobiecy rozłoży się tak, że kandydujące kobiety nie wejdą do parlamentu.

Czytaj dalej...

Źródło: dziennik.pl
1234następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

«