Państwa NATO i afgański rząd postanowiły ich przekupić. To jednak nie wystarczy, konieczne są ustępstwa polityczne. W Iraku Amerykanie wyłożyli miliony dolarów na przeciągnięcie na swoją stronę sunnickich rebeliantów, wyszło taniej niż pokonanie ich w polu. W Afganistanie sytuacja jest bardziej skomplikowana, ale i tu podobny manewr mógłby przynieść efekty. Problem jednak w tym, że pieniądze to za mało.

Rebelianci nie są zwartym ruchem, część z nich da się skusić na zielone papierki, inni pozostaną jednak na placu boju. Potrzebne są też ustępstwa polityczne. Dopuszczenie talibów do wyborów parlamentarnych, odsunięcie od urzędu figuranta, jakim stał się prezydent Hamid Karzaj, utworzenie rządu pojednania z udziałem rebeliantów i częściowe wycofanie zachodnich wojsk, by proces uwiarygodnić. Tylko wtedy worki dolarów rzucone na Afganistan stłumią wystrzały i staną się fundamentem pokoju.