Dziennik.plOpinie

Wtorek, 22 maja 2012

Imieniny: Heleny, Wiesławy, Romy

Tak PZPR wtopiła się w III RP

2010-01-30 | Ostatnia aktualizacja: 21:29 | Komentarze: 0 | skomentuj

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

W ustach byłego likwidatora PZPR brzmi to jak bezsilność.
Likwidatorzy majątku PZPR dotarli do kont, które zwykle były już wyczyszczone. Na prowadzenie skutecznych procesów o odzyskanie nieruchomości czy spółek potrzebne były środki. Tymczasem jako likwidator dostawałem 90 zł miesięcznie, co nie wystarczało nawet na dojazdy do Warszawy. Miałem to szczęście, że mecenas Becka współpracował ze mną społecznie. Odzyskaliśmy wiele miliardów złotych - gdybym miał procent od tego, byłbym osobą bardzo majętną.

Powinniście brać stawkę komorników, to mielibyście nie tylko z czego żyć, ale moglibyście nawet zatrudniać detektywów do wyszukiwania zawłaszczonego majątku.
Tak, ale nikomu nie zależało na skutecznym odzyskiwaniu mienia, a postkomuniści byli przygotowani do prywatyzacji i reprywatyzacji. Wiedzieli, jak skutecznie inwestować.

W sprawozdaniu likwidatora znalazłam fragment o tym, jak wojewoda gdański z SLD cofnął panu pełnomocnictwo do wystąpienia do sądu przeciwko spółce Servicus (pojawili się w niej m.in. Leszek Miller i Jerzy Jaskiernia).
Na szczęście mogłem też współpracować z Maciejem Płażyńskim, który wspierał moje działania.

Dawni działacze PZPR, wspierani finansowo przez swoje zaplecze gospodarcze, w końcu jednak zostali najpierw zepchnięci na margines przez paru młodych działaczy. A zaraz potem cała partia znalazła się na samym dole.
Upadek zaczął się paradoksalnie od sukcesu - wygranej SLD w wyborach w 2001 r. Nagle minął im strach przed rozliczeniami, zachłysnęli się władzą. Zniknął syndrom oblężonej twierdzy, który utrzymywał całe lata w jedności działaczy postkomunistycznych. Zaczęły się wewnętrzne kłótnie i wyciąganie sobie nawzajem brudów, także gospodarczych. Padła solidarność partyjna i lojalność wobec przywódców. Do tego doszły afery opisane przez prasę - sprawa Rywina, przeciek starachowicki - i wszyscy zobaczyli, że król jest nagi. Maski spadły.

Czy Urząd Ochrony Państwa nie mógł od początku lat 90. skuteczniej ścigać przestępstw popełnianych przez byłych działaczy PZPR i ludzi ze służb specjalnych PRL? To przecież nie było tylko fałszowanie dokumentów, ale także korupcja, międzynarodowe operacje gospodarcze z udziałem obcych, zwłaszcza rosyjskich służb specjalnych. Wystarczy przypomnieć biznesową działalność znanego wielu politykom SLD Władimira Ałganowa.
UOP nie był gotowy do ścigania korupcji i dużych przestępstw gospodarczych. W tamtym czasie zlikwidowano nawet pion do walki z przestępczością gospodarczą w policji. Poza tym większość funkcjonariuszy ówczesnego UOP miała rodowód w SB. Trudno było oczekiwać, że podejmą działania wobec niedawnych kolegów, podwładnych czy szefów. Zresztą jak ognia unikano wtedy nawet nazwania tego zjawiska mianem "mafia". A mafia się wtedy tworzyła i działała bardzo aktywnie.

Czy konkretni politycy SLD, do dziś funkcjonujący w polityce, uwłaszczyli się na majątku dawnej PZPR lub państwowym?
Nie wymienię konkretnych nazwisk polityków i biznesmenów. Od tego są służby specjalne, które powinny to monitorować. Każdy uważny obserwator naszego rynku zdaje sobie sprawę, jakie są konotacje niektórych firm.

*Marek Biernacki, poseł PO, były likwidator majątku PZPR w województwie gdańskim

Anna Marszałek
Źródło: dziennik.pl
« poprzednia123

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

«