Tak PZPR wtopiła się w III RP
- Kwaśniewski miał być premierem w PRL
- "Trybuna" wycofana z kiosków
- Interwencja ZSRR? To "pomocowa" sensacja
- Ludziom Jaruzelskiego obcięto emerytury
- Gierek na prezydenta, bo się dobrze kojarzy
- Filmowcy wracają do masakry Grudnia '70
- Miller: Goebbels zrobił film o Jaruzelskim
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W ustach byłego likwidatora PZPR brzmi to jak bezsilność.
Likwidatorzy majątku PZPR dotarli do kont, które zwykle były już wyczyszczone. Na prowadzenie skutecznych procesów o odzyskanie nieruchomości czy spółek potrzebne były środki. Tymczasem
jako likwidator dostawałem 90 zł miesięcznie, co nie wystarczało nawet na dojazdy do Warszawy. Miałem to szczęście, że mecenas Becka współpracował ze mną społecznie. Odzyskaliśmy wiele
miliardów złotych - gdybym miał procent od tego, byłbym osobą bardzo majętną.
Powinniście brać stawkę komorników, to mielibyście nie tylko z czego żyć, ale moglibyście nawet zatrudniać detektywów do wyszukiwania zawłaszczonego majątku.
Tak, ale nikomu nie zależało na skutecznym odzyskiwaniu mienia, a postkomuniści byli przygotowani do prywatyzacji i reprywatyzacji. Wiedzieli, jak skutecznie inwestować.
W sprawozdaniu likwidatora znalazłam fragment o tym, jak wojewoda gdański z SLD cofnął panu pełnomocnictwo do wystąpienia do sądu przeciwko spółce Servicus (pojawili się w niej m.in.
Leszek Miller i Jerzy Jaskiernia).
Na szczęście mogłem też współpracować z Maciejem Płażyńskim, który wspierał moje działania.
Dawni działacze PZPR, wspierani finansowo przez swoje zaplecze gospodarcze, w końcu jednak zostali najpierw zepchnięci na margines przez paru młodych działaczy. A zaraz potem cała partia
znalazła się na samym dole.
Upadek zaczął się paradoksalnie od sukcesu - wygranej SLD w wyborach w 2001 r. Nagle minął im strach przed rozliczeniami, zachłysnęli się władzą. Zniknął syndrom oblężonej twierdzy,
który utrzymywał całe lata w jedności działaczy postkomunistycznych. Zaczęły się wewnętrzne kłótnie i wyciąganie sobie nawzajem brudów, także gospodarczych. Padła solidarność
partyjna i lojalność wobec przywódców. Do tego doszły afery opisane przez prasę - sprawa Rywina, przeciek starachowicki - i wszyscy zobaczyli, że król jest nagi. Maski spadły.
Czy Urząd Ochrony Państwa nie mógł od początku lat 90. skuteczniej ścigać przestępstw popełnianych przez byłych działaczy PZPR i ludzi ze służb specjalnych PRL? To przecież nie
było tylko fałszowanie dokumentów, ale także korupcja, międzynarodowe operacje gospodarcze z udziałem obcych, zwłaszcza rosyjskich służb specjalnych. Wystarczy przypomnieć biznesową
działalność znanego wielu politykom SLD Władimira Ałganowa.
UOP nie był gotowy do ścigania korupcji i dużych przestępstw gospodarczych. W tamtym czasie zlikwidowano nawet pion do walki z przestępczością gospodarczą w policji. Poza tym większość
funkcjonariuszy ówczesnego UOP miała rodowód w SB. Trudno było oczekiwać, że podejmą działania wobec niedawnych kolegów, podwładnych czy szefów. Zresztą jak ognia unikano wtedy nawet
nazwania tego zjawiska mianem "mafia". A mafia się wtedy tworzyła i działała bardzo aktywnie.
Czy konkretni politycy SLD, do dziś funkcjonujący w polityce, uwłaszczyli się na majątku dawnej PZPR lub państwowym?
Nie wymienię konkretnych nazwisk polityków i biznesmenów. Od tego są służby specjalne, które powinny to monitorować. Każdy uważny obserwator naszego rynku zdaje sobie sprawę, jakie są
konotacje niektórych firm.
*Marek Biernacki, poseł PO, były likwidator majątku PZPR w województwie gdańskim


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!