"Decyzja Tuska jak drugie expose"
"Sądzę, że można zaryzykować tezę o nowym otwarciu premiera, jakby o drugim expose i zarysowaniu planu działania" - pisze socjolog Ireneusz Krzemiński. "Tym razem obietnice Tuska nie mogą pozostać bez pokrycia i wszyscy będą bacznie pilnować, by ogólne deklaracje zamieniły się w konkretny plan zmian. Także ustawowych" - podkreśla.
- "Tusk nie rezygnuje z kampanii"
- "O hazardzie? Nigdy i z nikim"
- Migalski: Tusk jak Putin
- Eksperci nie wierzą w plany Tuska
- Prezydent chce być inny niż Tusk
- "Plan Tuska? Pozostanie pustym bytem"
- Tusk: Kaczyński przeszkadza mi w rządzeniu
- "Rządy Tuska straciły usprawiedliwienie"
- O co komisja powinna pytać Tuska
- Boni: Deficyt będzie coraz mniejszy
- "Premier nie boi się komisji śledczej"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ogłoszenie przez Donalda Tuska decyzji o tym, że nie będzie kandydował w wyborach prezydenckich wywołało istną burzę w życiu politycznym i medialnym. Aczkolwiek już jakiś czas temu pojawiły się znaki, że coś podobnego może się zdarzyć, to wszystkie komentarze przez wiele miesięcy - łącznie z mego autorstwa - interpretowały motywy i działania premiera przez pryzmat przyszłych wyborów, w których rozgrywka Tusk - Kaczyński wydawała się czymś pewnym. Konsternacja jest całkowita, co szczególnie można dostrzec w mediach telewizyjnych, gdzie nowo narodzeni komentatorzy, jak np. w tvn24, robią mniej lub bardziej niemądre dowcipy, bo nie wiedzą, co tu powiedzieć.
Nerwowe chichoty szyderców
Wszystko zaś wskazuje na to, że mamy do czynienia ze zdecydowanie nową jakością, zapewne nie tylko w działaniu premiera, ale też strategii rządu i PO. Ogłoszeniu nie kandydowania na prezydenta towarzyszyła dwa dni później kolejna, równie ważna deklaracja, dotycząca spraw zasadniczych dla Polski i dla długofalowych celów działania rządzącej partii i Rady Ministrów. Można oczywiście złożone deklaracje i zarysowane dalekosiężne cele reformowania państwa, jakie premier ze swymi współpracownikami ogłosił w miniony piątek traktować lekceważąco, jak czyni to pisowska opozycja. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że te chichoty i szyderstwa tuzów PiS wynikają i z zaskoczenia, i z poczucia zagrożenia.
Wszak ogłoszony plan poważnych zamierzeń reformatorskich PO można także odczytać jako odpowiedź na szumne zapowiedzi liderów opozycji, że oto przygotowują wielki plan dla Polski, wyrzucając rządowi Tuska dwuletnie zaniedbania w reformowaniu finansów państwa, w nierozwiązanych i coraz bardziej narastających problemach ze służbą zdrowia itp. Prezentacja planu dalekosiężnych, reformatorskich działań rządu z całą pewnością stanowi poważne uzasadnienie, dlaczego Donald Tusk chce zostać - jeśli się plan powiedzie - na urzędzie premiera i uważa, że prezydentura uniemożliwiłaby mu pokierowanie ambitnym projektem.
Władza to za mało
Można jednak „na poważnie” potraktować deklaracje i przyjąć, że w myśleniu i motywach działania premiera zaszła rzeczywista i głęboka zmiana. Sytuacja, z jaką mamy do czynienia można odczytać jako rodzaj nowego otwarcia, skierowania rządów na nowe tory i podporządkowanie ich nowej strategii. Strategii, w której samo rządzenie nie jest wystarczającym spełnieniem, ale dopiero dokonanie czegoś znaczącego stanowi wyzwanie polityczne - dla całej rządzącej formacji i osobiście dla Tuska i innych liderów partii.
W każdym razie wszystko wskazuje na to, że wolno tak zinterpretować to podwójne wystąpienie premiera i jego najbliższych współpracowników: jako pragnienie zapisania się na kartach historii jakimś znaczącym dziełem. Można powiedzieć, że premier Tusk po prostu zasmakował we władzy, ale gdyby tak było - oznaczałoby to w tym przypadku także chęć dokonania czegoś znaczącego, a to już wnosi nową jakość do polskiej polityki ostatnich lat. Zwłaszcza dwóch ostatnich, w czasie których polityka została sprowadzona do sensacyjnej rozgrywki, do nieustannych bitew, potyczek i pyskówek rządzących z opozycją, i była sztuką utrzymania władzy poprzez kształtowanie udatnego obrazu w oczach opinii publicznej. Podwójne wystąpienie premiera daje wyraz - jak sądzę - innemu myśleniu o polityce, znacznie bliższemu temu, z czego wyrastał Donald Tusk i jego pokolenie jako młodzi ludzie, wchodzący wówczas do polityki.
Zaczął Michał Boni
W tych zadeklarowanych planach, mimo ich ogólnikowości, wydaje się mi się ważne, że są spójne z intelektualnymi treściami, które już rząd wcześniej firmował. Mam na myśli dokumenty autorstwa zespołu ministra Michała Boniego. Złożone deklaracje stanowią próbę spożytkowania i rozwinięcia w postaci praktycznej tego, co pokazywały precyzyjne i bardzo bogate w treść diagnozy. Nie przybierały one formy politycznej, nawet w ogólnej postaci. Plan Tuska obecnie zaprezentowany jest pierwszym przybliżeniem do użycia tego bogatego i dość wszechstronnego materiału o nas samych i naszych możliwych drogach rozwoju. Warto zwrócić uwagę na fakt, że plan Tuska zakłada konieczność włączenia się państwa w aktywny sposób w dzieło „skoku cywilizacyjnego”. Dalszy rozwój gospodarki i społeczeństwa nie może się dokonać bez rozwinięcia nowoczesnych technologii, co wymaga skoku jakościowego w wyposażeniu naukowo-technicznym gospodarki i całego życia społecznego. Ten wątek był szczególnie mocno zaakcentowany w dokumencie „Polska 2030” i tutaj powraca jako jedna z zasadniczych spraw w strategii politycznej.
Czytaj dalej >>>



























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!