Dziennik.plOpinie

Środa, 15 lutego 2012

Imieniny: Faustyna, Jowity, Georginy

"Kaczyńscy znaleźli się pod ścianą"

2010-02-03 | Ostatnia aktualizacja: 21:31 | Komentarze: 0 | skomentuj

Kiedy patrzy się na dzisiejsze sondaże prezydenckie, łatwiej przychodzi człowiekowi uwierzyć, iż wielbłąd przeciśnie się przez ucho igielne, niż Lech Kaczyński znów wygra wybory - przekonuje Jarosław Makowski. I tłumaczy, dlaczego rezygnacja Donalda Tuska z udziału w wyborach krzyżuje plany PiS.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady: umiarkowane opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Decyzja Donalda Tuska o rezygnacji z boju o Pałac Namiestnikowski to dla PiS - mimo radosnego okrzyku "yes, yes, yes" "zużytego" już spin doktora Adama Bielana - "zła nowina". A to dlatego, że teraz Tusk spokojnie może się skupić już tylko na dwóch sprawach: skuteczniejszym rządzeniu bez nerwowego oglądania się na kampanie prezydencką i jej wynik oraz przygotowaniu PO poprzez potwierdzenie swego przywództwa w partii do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Tusk schodząc z pola walki o prezydenturę, zaczął tak naprawdę bój o następny Sejm.

Co więcej, wydaje się, że i Lech Kaczyński, i PiS byli na porażkę z przygotowani. Uzasadniając ją, zawsze mogliby przekonywać, że premierowi udał się rewanż. Takie życie - raz się przegrywa, raz wygrywa. Trudno. Końcowy wynik starcia Tusk contra Kaczyński byłby remisowy. Teraz sytuacja się radykalnie zmieniła. Kaczyński, dziś murowany kandydat PiS, nie będzie walczył z Tuskiem, ale z politykiem PO, który dopiero jest poszukiwany jako zmiennik Tuska. Najpewniej będzie to Bronisław Komorowski, a może Radosław Sikorski. Ale i tak Lech Kaczyński nie jest faworytem.

PiS-owscy politycy i związani z partią publicyści jak mantrę powtarzają, że przecież w 2005 r. Lech Kaczyński także nie był liderem sondaży, a Tuska pokonał. Zgoda. Tyle że wtedy mieliśmy zupełnie inny moment dziejowy. To był czas, gdzie radykalizm był w cenie, a "rewolucja moralna" oczekiwana. Polacy, z jednej strony, byli wkurzeni stanem polskich elit obnażonym przez aferę Rywina. Z drugiej mieli nadzieje, że IV RP (pamiętacie hasło kampanii prezydenckiej Kaczyńskiego: "Prezydent IV RP"?) to będzie kraj mlekiem i miodem płynący. Kaczyńscy jawili się jako odnowiciele. Dziś już wiemy, że PiS-owscy budowniczowie nie wykorzystali swej szansy.

Karty na stół wyłożył także prezydent Kaczyński. Zgoda, że przypomniał on i odznaczył wielu zapomnianych bohaterów polskich przemian, zawsze z powagą, nawet namaszczeniem, reprezentował kraj w czasie ważnych uroczystościach - i państwach, i religijnych. Tyle że w pozostałe dni swojego urzędowania był już tylko prezydentem swojego brata i jego partii, a nie wszystkich Polaków. Że po odsunięciu PiS od władzy ośrodek prezydencki zamienił w główną kwaterę opozycji walczącej z rządem. Prezydent w wielu sprawach okazywał się małostkowy, co w konsekwencji czyniło go postacią bardziej zabawną niż poważną. Jego udział w sporach o krzesła czy akcje, w których udawał komandosa gdzieś na rubieżach Gruzji, nie przysparzały mu zwolenników. Nie wspominając już o takich współpracownikach jak Piotr Kownacki, którzy okazali się kulą u nogi głowy państwa. Prezydent Kaczyński z dnia na dzień nie stanie się ani polskim Sarkozym, ani Obamą.

czytaj dalej

Jarosław Makowski
Źródło: Dziennik.pl
12następna »
Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl