"Radioaktywna polityka Ameryki"
"To byłby pierwszy poważny sukces światowej polityki Baracka Obamy, jeśliby istotnie reżim irański zaakceptował układ paliwo za uran" - komentuje dla "Dziennika Gazety Prawnej" Jan Rokita. Czy w ten sposób uda się rozbroić irańską bombę atomową, zanim powstanie?
- "Ataki z 11 września to wielkie kłamstwo"
- Prezydent Iranu znów nakazał wzbogacać uran
- Będzie gospodarcza wojna USA-Chiny?
- "Putin w Katyniu? Świat stanął na głowie"
- 10 lat antystrategii lizbońskiej
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Właśnie dość nieoczekiwanie prezydent Ahmadineżad – znany z łatwości, z jaką zwykł składać wojenne oświadczenia wobec Zachodu – dyplomatycznie przyznał, że Iran "mógłby zaakceptować" wypracowany przez ONZ projekt układu. W praktyce miałoby to oznaczać, że Iran przekazywać będzie zapewne Rosji albo Francji mniej więcej 70 proc. własnego wydobycia uranu, by w zamian za to dostać międzynarodowe gwarancje dostaw wzbogaconego paliwa nuklearnego dla własnych potrzeb pozamilitarnych.
Eksperci z MAEA uważają, że byłaby to wystarczająca technologiczna gwarancja niemożliwości skonstruowania przez Teheran bomby atomowej. Nie można jednak w tej sprawie mieć zupełnej pewności.
Deklaracja Ahmadineżada przyszła w momencie, gdy rząd Obamy rozpoczął zakrojone na dużą skalę zabiegi mające skłonić Rosję, a zwłaszcza Chiny, do zagłosowania w Radzie Bezpieczeństwa za nowymi sankcjami przeciw Iranowi. Najprawdopodobniej bardzo blisko jest zgoda Moskwy, zwłaszcza że prezydent Miedwiediew osobiście zaangażował się w przygotowanie koncepcji "paliwo za uran". Najtwardszy orzech do zgryzienia dla Obamy stanowią dziś Chińczycy, którzy w swoim stylu opowiadają się za tym, aby "dać więcej czasu na wysiłki dyplomatyczne".
Takie enigmatyczne i pełne dobrej woli deklaracje oznaczają, że w Pekinie nie porzuca się tak łatwo interesów irańskiego pupila. To dlatego niektórzy komentatorzy sceptycznie uznają wyrażane w trybie coniunctivu sugestie perskiego prezydenta za pomoc dla wysiłków chińskiej dyplomacji. Tym bardziej że faktyczny władca Iranu ajatollah Chamenei dopiero co ONZ-owski projekt układu kategorycznie odrzucał jako "efekt zachodniego spisku". Ale jest też możliwe, że w kręgach władzy w Teheranie trwa debata nad przyjęciem bądź odrzuceniem układu. Podminowany silnym wewnętrznym ruchem oporu reżim potrzebuje chwili zelżenia międzynarodowej presji dla łatwiejszej rozprawy z demokratyczną opozycją. A już jego międzynarodową katastrofą byłaby utrata – na skutek wysiłków Obamy – pekińsko-moskiewskiego dyplomatycznego parasola ochronnego, zwłaszcza na terenie ONZ.
Czytaj dalej >>>

































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!