Dziennik.plOpinie

Wtorek, 14 lutego 2012

Imieniny: Walentego, Cyryla, Metodego

"Skubiszewski, człowiek z pogranicza"

2010-02-09 | Ostatnia aktualizacja: 21:34 | Komentarze: 0 | skomentuj

W dyplomacji był spokojny. Ale gdy ktoś nadepnął mu na odcisk, potrafił huknąć. Na urzędnika, ambasadora Rumunii czy ludzi Jaruzelskiego - tak Waldemar Kuczyński wspomina zmarłego wczoraj Krzysztofa Skubiszewskiego.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-02-14

temp. min -20°C max. 1°C
opady: brak

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Krzysztof Skubiszewski znalazł się w rządzie Mazowieckiego dlatego, że premier nie chciał oddać ministerstwa spraw zagranicznych ludziom z PZPR. Bo w pierwsze plany mówiły, że trzy ministerstwa: spraw wewnętrznych, obrony narodowej i spraw zagranicznych miały właśnie przypaść komunistom. A dokładniej ludziom generała Jaruzelskiego.

Od początku Mazowiecki chciał zabrać im to ministerstwo. Trafiał jednak na silny opór. Podejrzewam, że gdyby nie było tu konfliktu, gdyby pozycja komunistów nie była tak silna, to szefem MSZ zostałby Bronisław Geremek. Ale on wtedy nie wchodził w grę dlatego, że był jednoznacznie identyfikowany z drugą stroną. A Skubiszewski? Był człowiekiem pogranicza. Z jednej strony - członek Rady Prymasowskiej, miał więc zaufanie kościoła. A z drugiej - bezpartyjny profesor w Radzie Konsultacyjnej przy Wojciechu Jaruzelskim.

Zanim powiedział "tak"

Nie wiem dziś kto, ale Mazowieckiemu ktoś Skubiszewskiego podsunął. Prawdopodobnie któryś z jego bliskich znajomych. Może z KIK, może z Episkopatu? A może ksiądz Orszulik, stary przyjaciel Mazowieckiego? Nie wiem. Pewne jest to, że panowie wcześniej się nie znali. Gdy był tworzony rząd, nie mieliśmy baz komputerowych. Trzeba było wdrożyć system zbierania informacji o człowieku.

Tadeusz przeprowadził ze Skubiszewskim długą rozmowę, po której uznał, że ten człowiek mu pasuje. Nie wierzę w to, że Krzysztof jakoś specjalnie wzbraniał się przed tą funkcją. Co najwyżej mógł mieć wątpliwości. Ale wtedy podszedł do nich jak najprawdziwszy poznaniak. Był staroświecki, konserwatywny, rzetelny. Miał ponad 60 lat. Mógł się więc uważać za człowieka, który powinien iść raczej na emeryturę niż do czynnej polityki. Dlatego zanim powiedział "tak", poprosił o czas do namysłu. I zniknął. Nawet zastanawialiśmy się, co się z nim stało. Przepadł jak kamień w wodę. Po paru dniach pojawił się. Powiedział Mazowieckiemu, że się zgadza. A na nasze pytania: gdzie był, co robił przyznał, że w poznańskiej klinice przeszedł gruntowne badania. Sprawdzał, czy zdowie mu pozwoli zając się polityką. To była ta jego słynna rzetelność.

To był człowiek z etosem państwa. Państwo, nie partia, była dla niego wielką wartością. Służenie mu było zaszczytem, ale też zobowiązywało do dawania z siebie wszystkiego.

czytaj dalej

Waldemar Kuczyński
Źródło: Dziennik.pl
12następna »
Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl