Dziennik.plOpinie

Środa, 23 maja 2012

Imieniny: Iwony, Emilii, Dezyderiusza

"Publikacje wagi ciężkiej"

2010-02-10 | Ostatnia aktualizacja: 21:35 | Komentarze: 0 | skomentuj

Trudno dziwić się dziennikarzowi, który otrzymując przelomowe materialy ze śledztwa, biegnie do szefa i domaga się szybkiej publikacji. Czy ma świadomość, że może być przez szczodrego darczyńcę wykorzystany do wlasnych celów? Pewnie tak - pisze Zuzanna Dąbrowska.

Od początku afery hazardowej, pierwszoplanową w niej rolę grają przecieki. To dzięki publikacjom prasowym dowiedzieliśmy się o czym rozmawial Sobiesiak z politykami PO, to dzięki kolejnej nieszczelności można było przeczytać, co Sobiesiak zeznał w prokuraturze. A wszystko to w jednej gazecie - "Rzeczpospolitej", znanej ze swoich silnych sympatii politycznych, skierowanych przeciw Platformie. Czy polityczna orientacja gazety w jakikolwiek sposób przekreśla wagę tych publikacji? Oczywiście nie.

Rozgrywka o wladzę

A czy materiały z podsłuchów i przesłuchań, to wynik dziennikarskiego śledztwa? Także nie. Gazeta świadomie wzięla udzia w rozgrywce między PiS i PO, w której stawką jest władza. I tu rodzi się kolejne pytanie: czy media powinny brać udzial w takich rozgrywkach?

Odpowiedź nie jest już tak oczywista. Trudno dziwić się dziennikarzowi, który otrzymując przelomowe materialy ze śledztwa, biegnie do szefa i domaga się szybkiej publikacji. Czy ma świadomość, że może być przez szczodrego darczyńcę wykorzystany do wlasnych celów? Pewnie tak, ale zdarza się przecież, że cele darczyńcy są zbieżne z celami dziennikarza, bo np. obaj nie lubią PO. Ale czy w związku z tym redaktor naczelny powinien odmówić druku? Przecież, może być i tak, że i cele redaktora naczelnego są takie same, jak osoby, która jest sprawcą przecieku. Co wtedy?

Wtedy mamy do czynienia z sytuacją wlączenia się gazety w kreowanie rzeczywistości politycznej. Nikt nie ma chyba wątpliwości, że starcie PiS i PO w aferze hazardowej, to wojna o jak najlepsze słupki sondaży, a w finalnie - o wynik wyborczy. Komisje śledcze slużą natomiast bardziej do autokreacji polityków niż do ustalania prawdy. Wielu komentatorów i politologów podkreśla, że pytania zadawane przez poslów są słabe, mało dociekliwe i nie przyszpilają przepytywanych jak należy. Media codziennie wytykają politykom, błędy w przesluchaniach i podpowiadają pytania, jakie należaloby zadać. Brygida Grysiak z TVN24 prowadzi nawet specjalny blog, który stał się wzorcowym materialem szkoleniowym dla polityków, choć pewnie nigdy się do tego glośno nie przyznają. A każdy przeciek do prasy materiałów źródlowych, takich jak zeznania Sobiesiaka, staje się od razu politycznym faktem, który zmienia logikę sejmowego śledztwa, prowokuje nowe pytania poslów i staje się elementem całej afery.

Wojna na komentarze

Do tego dodać należy batalię medialną prowadzoną przez publicystów, oceniających postępy prac komisji hazardowej zgodnie z linią wytyczaną przez redakcje. A podzial sceny jest tak jasny, że i komentarze są do przewidzenia. Kiedy Rzeczpospolita publikuje wyznanie Sobiesiaka w prokuraturze, że "zna Grzegorza Schetynę od 20 lat", Gazeta Wyborcza pisze obszerne story o tym, że tak dluga znajomość jest niemożliwa, bo na początku lat 90. Schetyna byl "czupurnym NZS-owcem" i się z biznesmenami nie spotykal. I z analizy ówczesnej sytuacji politycznej we Wrocawiu wyciąga wniosek, że Sobiesiak się myli.

Czytaj dalej >>>

Zuzanna Dąbrowska
Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

«