"Mogę nie zmieścić się w PiS"
"Moje poglądy są naprawdę mocno zbliżone do programu PiS, więc jak dotąd nie miałem dużego dyskomfortu funkcjonując w ramach partii Kaczyńskich. Konflikt dotyczy w istocie platformy politycznej partii, która nadmiernie zawężona nie może mnie pomieścić" - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" senator Zbigniew Romaszewski.
- Senat nie oddał Piesiewicza śledczym
- PiS zawiesza senatorów. Poparli Piesiewicza
- Przez Piesiewicza Romaszewski porzuca PiS
- Romaszewski: Kaczyński karze jak inkwizytor
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
WITOLD GŁOWACKI: Panie marszałku, w Radiu Zet opisał pan praktyki w Klubie Parlamentarnym PiS, recytując wiersz Majakowskiego o „karzącej ręce partii”. Znów pan został dysydentem, tyle że tym razem partyjnym?
ZBIGNIEW ROMASZEWSKI: To jednak trochę inaczej. Wiersz nie mówi o karzącej, lecz o mocarnej ręce partii. Cytowałem go nie w sprawie PiS, ale aby unaocznić do jak dramatycznych skutków może doprowadzić powszechna w polskiej polityce dominacja interesu partii nad poglądami jednostki. Skoro pamiętam wiersz do tej pory, to może to wyjaśniać moje uczulenie na sytuację, w której wola partii dominuje samodzielne poglądy jej członków. A poza tym nie przesadzajmy, ciągle mamy demokratyczne państwo. Dysydent na stanowisku wicemarszałka Senatu? Chyba aż tak źle nie jest. Mam po prostu określone poglądy – i z tymi poglądami ludzie wybrali mnie do Senatu już siedem razy. Więc chyba moje poglądy i postawę akceptują.
Mówiąc o siedmiokrotnym wyborze dystansuje się pan trochę od PiS. Bo z list partii Jarosława Kaczyńskiego kandydował pan tylko dwa razy.
Rzeczywiście – z list PiS startowałem tylko w ostatnich i przedostatnich wyborach. Kiedyś miałem zresztą zamiar tworzyć własną partię. Nie wiem, czy ktoś to jeszcze pamięta…
Coś tam pamiętam, ta partia miała nawet ciut podobną nazwę do nieistniejącego jeszcze wtedy PiS-u.
Nazywała się Suwerenność, Praca, Sprawiedliwość. A żeby było śmieszniej, byli w niej ze mną Janek Rulewski i Stefan Niesiołowski. Zaś do całej tej zabawy namawiał mnie Rysiek Bugaj, który zresztą ostatecznie do tej partii nie wszedł.
Dlaczego teraz pan o tym wspomina?
Bo wiem, jakie trudności stwarza budowanie partii i stąd mój szacunek dla Jarosława Kaczyńskiego, któremu to się udało. Prawda jest też taka, że moje poglądy są naprawdę mocno zbliżone do programu PiS, więc jak dotąd nie miałem dużego dyskomfortu funkcjonując w ramach partii Kaczyńskich. Konflikt dotyczy w istocie platformy politycznej partii, która nadmiernie zawężona nie może mnie pomieścić.
A jednak od chwili pana zbliżenia do PiS, przez wielu komentatorów był pan wymieniany jako polityk, który do tej partii jakoś jednak „nie pasuje”. Sam pan nigdy nie miewał takiego wrażenia?
Może o tyle, że zdecydowanie nie jestem zwolennikiem zamieniania demokracji w partokrację.
>>>Czytaj dalej>>>


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!