"Biznes antydopingowy"
FIFA ogłosiła, że w zeszłym roku wydała 30 mln dolarów na 33 tys. indywidualnych badań dopingowych. Okazało się, że tylko dziesięć przypadków było pozytywnych. Wychodzi na to, że wykrycie jednego zawodnika stosującego niedozwolone środki kosztuje 3 mln dolarów!
- Polska biegaczka przyłapana na dopingu
- Bez dopingu na Pucharze Konfederacji
- FIFA boi się kontroli komisji antydopingowej
- FIFA zdyskwalifikowała Wawrzyniaka na rok
- Futbolowy trup w szafie
- Zostaną mistrzami, zarobią krocie
- UEFA będzie badać piłkarzom krew
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
FIFA twierdzi, że nie ma czegoś takiego jak kultura dopingowa, i jednocześnie zaostrza kontrole. Do końca marca wszyscy finaliści mundialu w RPA muszą przedstawić rozpiskę, gdzie będą przebywać zawodnicy, by komisja mogła składać niespodziewane wizyty. Zostanie przeprowadzonych 776 testów. To niemal pełna inwigilacja.
O co zatem chodzi? Po co aż taki rozmach w walce ze zjawiskiem, które jest coraz mniej uchwytne? Rozsądna wydaje się teza, że napędem do aż takiej skrupulatności są umiejętnie lobbujące w FIFA... koncerny farmaceutyczne i specjalistyczne laboratoria. Przemysł antydopingowy to intratny biznes (tylko jeden test kosztuje 1000 dolarów). Międzynarodowa federacja szacuje, że w minionym roku różne instytucje wydały na walkę z dopingiem w sumie ćwierć miliarda dolarów. Na sztandarach doprowadzenia do czystości w sporcie robi się zatem znakomity interes, a problem i tak pozostaje.



























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!