"Romanse Kapuścińskiego to prywatna sprawa"
"W przypadku ludzi, którzy umarli niedawno, nie powinno się pisać takich spraw, które nie miały nic wspólnego z ich publiczną działalnością" - tak ujawnienie romansów Ryszarda Kapuścińskiego w książce Artura Domasławskiego komentuje były europoseł PiS Marcin Libicki.
- Mała apokalipsa naszej polityki
- "Szef PiS szanuje tylko swoją rodzinę"
- Marcin Libicki nie jest kłamcą lustracyjnym
- "Kapuściński jako pisarz wciąż się broni"
- Afera z Kapuścińskim dzieli Brytyjczyków
- Macierewicz oskarża Friszkego o kłamstwa
- PiS uderzyło poniżej pasa
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
AGNIESZKA SOPIŃSKA: Jak się czuje człowiek „zabity” esbecką teczką?
MARCIN LIBICKI: (śmiech) Nigdy nie czułem się zabity. Owszem zostałem ostro zaatakowany, ale nigdy tych ataków nie traktowałem w kategoriach morderczych. Zapewne wynika to z faktu, że jestem życiowym optymistą. Od początku byłem przekonany, że rzecz musi się skończyć dla mnie dobrze. Nie czułem się zadeptany. Co więcej, większość, a właściwie wszyscy moi znajomi trzymali ze mną. W dzień, w którym wszystko się zaczęło dzwoniło do mnie 30 osób. Wszyscy robili to w geście solidarności. A cała sprawa zaczęła się od artykułu w „Głosie Wielkopolskim”, poznańskiej gazecie, gdzie jeden z redaktorów non stop mnie atakował. W apogeum tego ataku gazeta poświęciła mi kilka stron. W jej historii był to drugi taki wypadek. Po raz pierwszy zdarzyło się to w marcu 1953 roku, po śmierci Stalina. Prawie cały numer jemu poświęcili. A po latach ja stałem się ich „bohaterem”. To był potężny atak. Ale po nim wszyscy solidaryzowali się ze mną. Nie mogę więc powiedzieć, że byłem zgnębiony tym, co oni wypisywali. I gdyby nie Jarosław Kaczyński, który postanowił wykorzystać tę sprawę i nie wpisywać mnie na listę wyborczą do Parlamentu Europejskiego, to nic by nie było.
Pomówienie, że współpracował pan z SB wystarczyło Kaczyńskiemu, by usunąć pana z list wyborczych PiS?
Nie ulega wątpliwości, że prezes PiS wykorzystał tę sytuację, by się pozbyć mnie i mojego poznańskiego środowiska, które wywodziło się z ZChN. Prezes Kaczyński odradził mi wówczas
autolustrację. A potem powoływał się, że za późno o to wystapiłem i mnie usunął z partii. Stało się tak mimo, że dostarczyłem mu opinie dwóch poznańskich profesorów: Tomasza
Jasińskiego, który jest historykiem i znanym źródłoznawcą oraz Stanisława Jankowiaka, który sześć lat pracował w IPN w oddziale poznańskim. Obaj w swoich ekspertyzach napisali, że te
materiały w żaden sposób nie wskazują na to, bym współpracował z SB. Prezes PiS znał te ekspertyzy. Ale sprowadził sobie dwóch pracowników IPN z Wrocławia: Krzysztofa Grzelczyka i Pawła
Piotrowskiego i powoływał się na ich ekspertyzę, z której wynikało, że współpracowałem z SB. Tyle, że tych dokumentów nigdy nikomu nie pokazał. A Grzelczyk i Piotrowski później wyparli
się, że pisali taką ekspertyzę dla prezesa PiS. Po prostu tak bardzo zależało Kaczyńskiemu na tym, by się mnie pozbyć więc użył takiego pretekstu.
Dziś przy okazji publikacji biografii Ryszarda Kapuścińskiego znów wraca sprawa teczek. Pada pytanie, czy autor książki Artur Domosławski powinien opisywać zawartość esbeckich
materiałów.
Książki nie czytałem, znam ją tylko z medialnych przekazów. Mogę powiedzieć tyle, że w przypadku ludzi, którzy umarli niedawno nie powinno się pisać takich spraw, które nie miały nic
wspólnego z ich publiczną działalnością. Kiedyś mówiło się, że o pewnych kwestiach można mówić dopiero, gdy upłynie 50 lat od śmierci. Nie wiem, czy tak powinno być w tym wypadku.
Jeśli sprawa dotyczy aktywnego polityka to oczywiście nie ma przeszkód, by ujawniać zawartość tych materiałów, bo to może mieć wpływ na jego działalność i może w jakiś sposób go
charakteryzować. Ale rzecz wygląda zupełnie inaczej w przypadku człowieka, który nie żyje.
Czytaj dalej >>>




































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!