"Nieznośna lekkość rządu"
Czytanie polityki poprzez decyzje finansowe nabiera znaczenia zwłaszcza wtedy, gdy mamy do czynienia z rządem, który jak diabeł przed święconą wodą broni się przed jednoznacznym definiowaniem czegokolwiek, zachowując stan "nieznośnej lekkości" swoich idei i programu. A takim właśnie jest gabinet premiera Donalda Tuska - pisze Jan Rokita.
- PO nie potrafi sprostać wygórowanym oczekiwaniom
- Rząd zabierze pieniądze ofiarom PRL-u
- Przedwojenne firmy zrujnują Polskę?
- Rząd chce sprzedawać więcej ziemi
- Nie będzie rekompensat dla polskich Żydów
- Polacy skarżą Skarb Państwa na 48 miliardów
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Plan zajęcia przez rząd Funduszu Reprywatyzacji nie jest tylko kolejną operacją zasysania przez budżetowy odkurzacz wszelkich odłożonych pieniędzy. Owszem, nie ma powodu, by nie wierzyć Tuskowi i Rostowskiemu, że bezpośredni motyw ich decyzji ma naturę czysto fiskalną. Ale z finansami państwa bywa tak, że definiują one implicite politykę państwa i obnażają jej skrywane założenia. Takie czytanie polityki poprzez decyzje finansowe nabiera znaczenia zwłaszcza wtedy, gdy mamy do czynienia z rządem, który jak diabeł przed święconą wodą broni się przed jednoznacznym definiowaniem czegokolwiek, zachowując stan "nieznośnej lekkości" swoich idei i programu. A takim właśnie jest gabinet premiera Donalda Tuska.
Jeśli więc Fundusz Reprywatyzacji zostanie choćby po części zajęty przez budżet, a na dodatek zminimalizowane zostaną jego przyszłe dochody, będzie to jak mocne antyreprywatyzacyjne expose szefa rządu. Jasno dowiemy się w ten sposób tego, czego nam dotąd wprost nie powiedziano: że gabinet Tuska jest przeciwny wszelkim formom reprywatyzacji, nawet tym cząstkowym i ograniczającym zakres roszczeń właścicieli. Nie jest bowiem tak, jak sugerują ministrowie, iż oto budżet boryka się na co dzień z wypełnianiem podstawowych zobowiązań państwa, a tutaj na rachunku bankowym leżą sobie przeszło 2 mld, z których rocznie wydaje się ledwie 3,5 proc. na odszkodowania przyznane przez sądy. Kiedy na kilka dni przed swoją dymisją w październiku 1993 r. premier Hanna Suchocka tworzyła rezerwę reprywatyzacyjną, siedem lat później przemodelowaną na fundusz, miała na celu umożliwienie w przyszłości dokonania reprywatyzacji, a nie stworzenie jakiejś puli, z której zaspokajano by sądowe roszczenia. Do dziś koronnym argumentem przeciw reprywatyzacji jest bowiem to, iż państwa na sprawiedliwość w tej mierze nie stać. W 2007 r. NIK szacował, że zgromadzona przez fundusz kwota 2 mld - to najwyżej 15-18 proc. minimalnych potrzeb. W rzeczywistości jednak NIK mylił się, bo bez zebrania przynajmniej 20 mld reprywatyzacja się nie zacznie. Tusk likwidując na przyszłość taką szansę, likwiduje zarazem perspektywę - nawet ograniczonej - reprywatyzacji. Tym razem najprawdopodobniej na zawsze!
czytaj dalej

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!