"W obronie okien życia"
W artykule zatytułowanym "Nie raz muszę błagać sędziego" pojawiły się tezy wypowiedziane przez szefową jednego z ośrodków preadopcyjnych w Polsce. Niestety tezy te są dalece kontrowersyjne. Zacznę może od tzw. "okien życia", w których matki mogą anonimowo pozostawić swoje dziecko. Absolutnie nie zgadzam się krytyką tego pomysłu - pisze sędzia Waldemar Żurek.
- Los noworodka zależy od sumienia sędziego
- "Instytucja nie zaspokoi potrzeb człowieka"
- Sędzia to bóg, od którego zależy los dziecka
- Polska adopcja na dziko
- Luka w prawie adopcyjnym
- "Odebranie dziecka rodzicom to dramat"
- Rozprawy cywilne będą rejestrowane
- Niełatwa droga do adopcji
- Tak się kupuje dziecko przez internet
- Dajmy dzieciom nowy dom
- Dzieci szukają rodzin, sądy przeszkadzają
- "Dom dziecka to warunki ekstremalne"
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Okna życia" generują niewątpliwe szereg problemów. Ale każde porzucone niemowlę, które zamiast trafić w worku foliowym na śmietnik, zostaje uratowane - to jest ogromny sukces tej instytucji i nas wszystkich. Oczywiście ideałem jest, gdy matka, która chce zostawić dziecko, robi to w szpitalu, składa stosowne oświadczenia i dziecko może szybko trafić do adopcji. Ale ile jest matek rodzących w domu, w ukryciu, w stresie, pod niesamowitą presja otoczenia? Ile wreszcie boi się pozostawić dziecko w szpitalu, by nie być potem napiętnowaną? Oczywiście możemy zapewniać te matki, że nic im nie grozi, gdy zostawią dziecko, ale nie oszukujmy się, taka matka działa często pod wpływem emocji lub leków, a najbardziej racjonalne argumenty nie potrafią jej przekonać. Zdecydowanie lepiej, gdy odda dziecko do okna życia, niż je porzuci, skazując czasem na pewną śmierć.
Ponieważ w Krakowie powstało, chyba pierwsze w Polsce "okno życia", w którym uratowano już kilkanaścioro dzieci, można powiedzieć, że sąd krakowski ma już duże doświadczenie w tej kwestii. Sędziowie naprawdę robią co mogą i na ile pozwala im procedura sądowa. Nie jest prawdą, że sprawy te muszą się toczyć latami. U nas średnia, zmierzająca do skutecznej adopcji zbliża się do dwóch miesięcy, czasem nawet krócej. Ale to efekt współpracy wielu podmiotów i zaangażowania wielu ludzi dobrej woli. To skoordynowane działania. Wszystko co można, ustala się telefonami, faksami, mailami. Ale procedury papierowej i stosowania kodeksów nie da się uniknąć. Musimy wszcząć postępowanie opiekuńcze, nadać dziecku niezbędne dane personalne, natychmiast umieścić w rodzinie zastępczej, która działa w charakterze pogotowia opiekuńczego. Da się to zrobić szybko i sprawnie, ale terminów, np. uprawomocnienia się orzeczeń uniknąć się nie da. Rozważałem kiedyś zagadnienie, czy nie należałoby stworzyć dla tych dzieci z "okien życia", specjalnej przyspieszonej procedury.
Ale gdy przyjrzy się dokładnie zagadnieniu matek, zwłaszcza samotnych, działających w tzw. depresji poporodowej, to niewątpliwie dobrze, że są takie sądowe terminy. One pozwalają czasem matce, która zostawiła dziecko w stanie chorobowym, dać czas na ochłonięcie, zastanowienie, a nawet odebranie porzuconego raz dziecka. Musimy dać im taką szanse. Wyobraźmy sobie matkę, która po kilku tygodniach wychodzi z depresji, chce odzyskać dziecko, a ono już jest prawomocnie adoptowane. Oczywiście ten termin nie może trwać w nieskończoność, ale wydaje się, że te dwa miesiące, to pewien wentyl bezpieczeństwa.
czytaj dalej

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!