Dziennik.plOpinie

Czwartek, 9 lutego 2012

Imieniny: Apolonii, Rajnolda, Mariana

"Grecja jak polskie stocznie"

2010-03-09 | Ostatnia aktualizacja: 21:50 | Komentarze: 0 | skomentuj

Kraje, w odróżnieniu od przedsiębiorstw, nie bankrutują. To prawda. Ale z tej prawdy nie wynika, że należy im pomagać w nieskończoność - piszą Jan Winiecki i Marian Wargacki. Ich zdaniem, państwowe firmy i kraje pod kreską pomocowe pieniądze tylko przejadają.

Pogoda

POLSKA

Czwartek 2012-02-09

temp. min -21°C max. -1°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Kryzys finansów publicznych w Grecji wywołuje spore turbulencje na rynkach finansowych. Jego echa dotykają całej strefy euro. Wiele dyskusji wywołują próby stworzenia programu pomocowego dla Grecji, bez którego kryzys miałby pogrążyć wspólną walutę. Ten pogląd jest błędny.

Program pomocy zaś więcej zaszkodzi niż pomoże. Gospodarka Grecji przeżywa normalne efekty nadmiernej, nierozważnej ekspansji, których konsekwencją jest recesja. Ale recesja powinna być wsparta programem działań propodażowych, uelastyczniających tę najbardziej zbiurokratyzowaną i znacjonalizowaną gospodarkę UE. I tylko taki program reform mógłby stać się obiektem zewnętrznego wsparcia.

Odległe przyczyny

W podręcznikach zajmujących się integracją gospodarczą mówi się o rosnącym stopniu integracji: najpierw obszar wolnego handlu, potem unia celna, wspólny rynek towarów, kapitału i pracy, potem wspólny budżet, a wreszcie - jako ukoronowanie - unia monetarna.

Ta podręcznikowa sekwencja ma sens. Najpierw bowiem powinno zapewnić się wspólne dochody i wydatki, aby gospodarkę łatwiej utrzymać w stanie równowagi, a dopiero potem tworzyć wspólną walutę. Jeśli tego nie zrobi się, to jedne kraje zachowają dyscyplinę budżetową, a inne rozkręcą wydatki - i inflację. Za rozrzutność jednych zapłacą wszyscy.

Kraje członkowskie UE postąpiły odwrotnie. Nie chcąc państwa federalnego ze wspólnym budżetem i podatkami, ale chcąc dalszej integracji najpierw stworzyły unię monetarną. I stąd właśnie biorą się kłopoty z Grecją (i potencjalne z innymi mniej zdyscyplinowanymi krajami członkowskimi strefy euro). Dostrzegając rysujące się problemy, od połowy lat 90., przed stworzeniem strefy euro, w zachodniej Europie toczyły się dyskusje. Zespoły robocze rozważały warunki, które należałby spełnić, aby uniknąć problemów, z jakimi kraje strefy zaczynają borykać się obecnie.

Jeden z autorów (Jan Winiecki) został swego czasu zaproszony, pracując wówczas na Uniwersytecie Europejskim Viadrina we Frankfurcie nad Odrą, do jednej z takich grup roboczych, w której zastanawiano się nad skutecznymi środkami zastępującymi brak wcześniejszej unii fiskalnej.

Z inicjatywy kanclerza Kohla, powstał erstatz wspólnej polityki podatkowej i budżetowej, jakim jest Pakt Stabilności i Rozwoju. W swej oryginalnej wersji Pakt zobowiązywał kraje członkowskie strefy euro do utrzymywania deficytów budżetowych poniżej 3 prc. PKB, określał jak szybko kraje mają wrócić do tego poziomu, jeśli zdarzyło im się przekroczyć ów limit, nakładał kary finansowe na te kraje, które opóźniały powrót do stabilności.

Politycy są tylko politykami. Pierwsza Francja, nie przejmując się niczym, ogłosiła dłuższy okres powrotu do limitu 3 proc. Wkrótce potem Niemcy też zaczęły mieć kłopoty, chociaż w przypadku obu tych krajów przekroczenia były rzędu 1,5-2 proc. PKB, a nie 9-10 proc. PKB, jak w przypadku Grecji. W rezultacie, zamiast wystawiać się na krytykę społeczeństwa za "przykręcenie śruby", politycy postanowili "rozmiękczyć" Pakt i złagodzili jego wcześniejszy rygoryzm.

Zresztą, grzech przymykania oka na niewypełnianie kryteriów zaczął się przed stworzeniem strefy euro: przyjęto do niej Belgię i Włochy, które miały (i mają nadal!) dług publiczny powyżej 100 proc. PKB (limit na wejściu do strefy euro wynosi 60 proc. PKB). Po trzech latach przyjęto też i Grecję, mimo iż nadal miała około 100 proc. PKB długu publicznego. I tak "od rzemyczka do koniczka" doszliśmy do kryzysu greckiego. Tak jak i globalny kryzys finansowy jest on następstwem działań (i zaniechań!) polityków.

czytaj dalej

Jan Winiecki*, Marian Wargacki**
Źródło: Dziennik.pl
12następna »