"Konsekwencje jednej zniewagi"
Nocna środowa rozmowa telefoniczna premiera Netanjahu z wiceprezydentem Bidenem najprawdopodobniej przynosi przesilenie w najpoważniejszym jak dotąd konflikcie Izraela z rządem Baracka Obamy. Najprawdopodobniej Izrael będzie musiał ustąpić - pisze Jan Rokita.
- Izrael zaproszony do Unii Europejskiej
- "Polsce nie zagraża islamski terroryzm"
- Izrael zbuduje mur na granicy z Egiptem
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Kłopot, w jakim znalazł się Netanjahu wynika z koincydencji czterech zdarzeń, których jednoczesności nie potrafił przewidująco zapobiec. Amerykanie określili mianem "zniewagi" fakt, że właśnie wtedy, kiedy Joe Biden przybył do Izraela z kolejnym projektem żydowsko- palestyńskich negocjacji, magistrat Jerozolimy zatwierdzał projekt budowy politycznie konfliktowego żydowskiego kompleksu mieszkaniowego Ramat Shlomo. Waszyngton karnie odwołał zaplanowaną misję wysłannika Obamy George’a Mitchella. A to wszystko zbiegło się z otwarciem po wieloletniej odbudowie wysadzonej przez Jordańczyków w 1948 roku staromiejskiej synagogi Hurwa, co wystarczyło dla proklamacji przez Hamas palestyńskiego "Dnia Złości" i pierwszych od dawna poważnych rozruchów w obrębie murów Starego Miasta. Gdyby to wszystko nie zdarzyło się niemal jednocześnie Netanjahu nie stanąłby w obliczu perspektywy impasu swojej twardej polityki.
Sekretarz stanu Clinton żąda dziś od Izraela trzech kroków. Po pierwsze cofnięcia pozwolenia na budowę Ramat Shlomo. Amerykanie chcą, aby rokowania z Autonomią Palestyńską rozpoczęły się przed decyzjami budowlanymi mającymi zmienić kształt narodowościowy wschodniej Jerozolimy, co oznaczałoby zapewne konieczność przyblokowania ich na dłuższy czas. Clinton oczekuje także "wyraźnego gestu" izraelskiego rządu w stronę Palestyńczyków (mogłoby tu chodzić na przykład o zwolnienia więźniów), a przede wszystkim publicznej deklaracji, że przystąpi on do rozmów z władzami Autonomii "na wszystkie tematy, w tym także nad przyszłym losem Jerozolimy". Z formalnego punktu widzenia oczekiwanie Amerykanów nie jest niczym nadzwyczajnym, wynika bowiem wprost ze zobowiązań podjętych w 1994 roku przez Izrael w układzie z Oslo. Lecz Netanjahu chciałby znaleźć sposób na wyłączenie tej właśnie kwestii z negocjacyjnej agendy. Paradoksalnie konflikt z Waszyngtonem o czas i okoliczności decyzji w sprawie Ramat Shlomo może mu taki plan uniemożliwić.
czytaj dalej
































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!