"Jedziemy na autopilocie"
Gdyby rząd był zdeterminowany, by już teraz zacząć obniżać deficyt, to w ramach kolejnej ustawy budżetowej mógłby zaproponować znaczące działania. Ale ani w tym, ani w przyszłym roku nie spodziewam się tego. Bo mamy lata wyborcze. To dlatego wychodzenie z kryzysu potrwa, do 2012 r. przynajmniej - mówi DGP prof. Stanisław Gomułka.
- Bruksela ma wątpliwości co do planów Tuska
- Bezrobocie wreszcie zaczęło spadać
- Tak zapłacisz mniejsze podatki
- Polacy nie chcą euro. Rząd ich przekona
- Prezydent: Dług publiczny nie jest zły
- Gilowska nie będzie doradzać prezydentowi
- Rząd uratował polską gospodarkę
- Tusk musi znaleźć 60 miliardów złotych
- "Pierwszy raz możemy dogonić Zachód"
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-02-14

temp. min -19°C max. 1°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Paulina Nowosielska: Po ostatnim sejmowym wystąpieniu ministra finansów w dyskusjach ekonomistów często pojawiała się kwota niespełna 100 mld zł. Tyle ma wynosić rzeczywisty deficyt w
Polsce. Pan się z tym zgadza?
Stanisław Gomułka*: Polska specyfika polega m. in. na tym, że w obiegu publicznym mamy dwa różne budżety, a co za tym idzie - dwa różne deficyty. Jeden budżet (i deficyt) odnosi się
do całego sektora finansów publicznych (rząd, jednostki samorządu terytorialnego, FUS i inne fundusze publiczne). Drugi - tzw. budżet państwa - tylko do rządu. W przypadku tego pierwszego mamy
dokument rządowy, program konwergencji 2009, przyjęty przez Radę Ministrów i przesłany Komisji Europejskiej. Minister finansów informuje w nim, że w ubiegłym roku cały deficyt sektora
finansów publicznych wyniósł 97 mld zł , czyli 7, 2 proc. PKB.
Ustawa o budżecie państwa na rok bieżący mówi z kolei, że deficyt w tym roku ma wynieść 52, 2 mld zł. I jak dotąd resort finansów to podtrzymuje. Problem w tym, że minister Rostowski z sektora rządowego wyłączył cały szereg wydatków, chociażby finansowanie budowy dróg. W dodatku polska definicja wydatków rządowych wyłącza z nich transfery do OFE. To spowodowało, że informacja o tym deficycie jest mało ciekawa. Z punktu widzenia ryzyka ekonomicznego liczy się bowiem deficyt całego sektora finansów publicznych. Ekonomiści i rynki do niego przede wszystkim przywiązują wagę.
Około 100 mld zł to jeszcze bezpieczny deficyt?
Na bezpieczeństwo trzeba patrzeć przez pryzmat kosztów obsługi zadłużenia publicznego. I przez pryzmat ryzyka, że te koszty mogą bardzo wzrosnąć. Oczywiście, duży deficyt znacznie podnosi
dług publiczny w relacji do PKB. Były obawy, że w tym roku może ta relacja dojść do 55 proc. Wygląda jednak na to, że na skutek umocnienia się złotego do tego nie dojdzie.
Minister Rostowski wspominał o 52 procentach.
A dokładnie: że nie przekroczymy 53 proc. To jest możliwe, jeśli zloty będzie się umacniał i jeżeli wpływy z prywatyzacji będą duże. Jednak ekonomiści są wciąż mocno zaniepokojeni i
widzą ryzyko, że w przyszłym roku bariera 55 proc. może zostać przełamana. Z tym wiązałyby się daleko idące konsekwencje. Pamiętajmy, że mamy ustawę o finansach publicznych. A ta mówi,
że w takiej sytuacji rząd jest zobligowany do przedstawienia bardzo rygorystycznego budżetu w następnym roku. Ale nawet, gdyby rząd zdecydował się na zmianę tej ustawy albo na
przedefiniowanie długu publicznego tak, żeby nie doszło do przekroczenia tzw. progu sanacyjnego, to i tak pojawiłby się problem z oceną rynkową ryzyka. Rynki finansowe mogłyby zareagować
niedobrze.
Tak właśnie stało się na Węgrzech?
Po około czterech latach deficytu właśnie na poziomie około 7 PKB i osiągnięciu relacji długu do PKB około 70 proc. doszło tam do dużego wzrostu kosztów obsługi długu publicznego. To
zmusiło węgierski rząd i parlament do drastycznego obniżania wydatków. Albo więc natkniemy się na pułap 55 proc. PKB , a z czasem na konstytucyjny pułap 60 proc., co wymusi na nas radykalne
zmiany w oparciu o obowiązujące prawo, albo też zostaniemy ukarani za rozrzutność przez rynki finansowe. W przypadku Węgier rynki były i tak dość cierpliwe. Gdyby tamtejszy przykład uznać
za modelową sytuację dla nas , to z deficytem około 7 proc. PKB całego sektora już w zeszłym roku weszliśmy na węgierską drogę. W tym roku dalej nią idziemy. I według programu rządowego
w roku 2011 będzie podobnie.
Czytaj dalej>>>


































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!