"Napieralski nie będzie drugim Kwaśniewskim"
Po raz pierwszy w wyborach prezydenckich wystartuje kandydat, który nie ma nawet 40 lat. Grzegorz Napieralski jest równolatkiem Trasy Łazienkowskiej. Ona w czasach PRL była synonimem nowoczesnej myśli technicznej. Po latach brzmi to wręcz śmiesznie. Lider SLD chce być dziś kandydatem młodych. To wywołuje uśmiech od razu - pisze Mikołaj Wójcik.
- Gra o prezydenturę toczy się w sieci
- Co jest nie tak z programem Komorowskiego
- Szef SLD zagra dziećmi w kampanii. A żoną?
- "Wielki Deliberator"
- Lewica w wyborach "osiągnie dno"?
- Oni zebrali już połowę podpisów
- Tak szef SLD pogodzi Wałęsę i Kaczyńskiego
- "Panie premierze, miało być inaczej"
- Kwaśniewski pomoże Napieralskiemu
- W tej walce liczą się tylko oni. Oto sondaż
- "Nadchodzi IV RP, popieramy Komorowskiego"
- "Kampania będzie na teczki, haki i ataki"
- SLD wybrało kandydata na prezydenta
- Zgłosił się komitet Napieralskiego
- SDPl nie doczekała się Napieralskiego
- Szef SLD o Kaczyńskim: Będą latały teczki
- "Wygraną z Kaczyńskim gwarantuje Tusk"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Najmłodszym jak dotąd kandydatem na prezydenta był w 1995 r. Aleksander Kwaśniewski. Na tle innych dawnych sekretarzy KC PZPR i zakorzenionych w historycznych sporach ludzi dawnego podziemia jawił się w Polsce dla młodych jak kandydat z innego świata. Kiepskie sondaże potrafił bagatelizować w stylu nieznanym w ówczesnej polityce: "temu, komu dziś rośnie, może jeszcze opaść". Ten luz sprawił, że "kupili go" młodzi. Sztab Kwaśniewskiego dorzucił do jego wizerunku dobre hasło: "Wybierzmy przyszłość", i były sekretarz partii zagarnął przy urnach elektorat, który w życiu nie zagłosowałby na postkomunistę. Co przekonało wtedy młodych? Luz? Ostre protesty przeciwników? Jak wielką rolę w tamtych wyborach odegrał w końcu sam wiek Kwaśniewskiego - wówczas 41 lat? Kwaśniewski zebrał tyle głosów młodych, bo wielu z nich mogło być na jego miejscu. Ot, jako zdolny młokos dostał szansę u schyłku PZPR i ją wykorzystał. W 1995 r. mógł być ikoną powszechnych wówczas wyobrażeń o szybkim sukcesie. Miał jeden główny i niebagatelny walor: mimo prestiżowej funkcji szefa komisji konstytucyjnej wydawał się być swój.
Kandydat z przypadku
Co w 1995 r. robili obecni kandydaci? Bronisław Komorowski był ważną personą w Unii Demokratycznej. Waldemar Pawlak - premierem. Jarosław Kaczyński forsował kandydaturę brata. Andrzej Olechowski był ministrem. A Marek Jurek zostawał właśnie przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Grzegorz Napieralski wówczas dopiero stawiał pierwsze polityczne kroki. Nie pobrudził się polityką lat 90. Tylko czy jest w stanie to wykorzystać?
Napieralskiemu na pewno nie pomaga to, że został kandydatem z przypadku. Nie tylko nie ma spójnego wizerunku. On praktycznie nie ma go w ogóle. Miał być polskim Zapatero i tworzyć ostrą lewicę. A stoi na czele partii, która z PiS podzieliła sobie telewizję publiczną. I jest ojcem tego dealu.
Czynione naprędce próby poprawy wizerunku Napieralskiego i pokazania go jako kandydata młodych, przynoszą raczej straty niż zyski. Szef SLD właśnie przeszedł profesjonalny kurs i sam będzie obsługiwał swoje konto na Facebooku. Doprawdy imponujące.
Na wiecu i na Twitterze
Stawianie na serwisy społecznościowe ma sens. Ale pod warunkiem, że ma się na nie pomysł. A po wpadce Andrzeja Olechowskiego, który gościł w telewizyjnym programie na żywo i w tym samym czasie zapraszał na ten program na Twitterze, niewielu internautów wierzy jeszcze, że konta społecznościowe obsługują sami politycy. Że o godzinie 2 w nocy w poniedziałek Napieralski osobiście informował na Twitterze: "I upload YouTube video". Zresztą między Bogiem a prawdą, nikt tego nie wymaga od kandydatów na prezydenta. Oni mają być blisko ludzi, ale nie mogą być namolni. Młodzi wymagają jednego: szacunku. Tego, by polityk nie pojawiał się w serwisach społecznościowych w dniu, kiedy ogłasza start w wyborach, i znikał z nich, gdy wybory się skończą.
Politycy wydają się być naiwni. Naprawdę sądzą, że wystarczy głośno powiedzieć: "jestem kandydatem młodych, poprzyjcie mnie", i tłumy pójdą oddać na niego głos? Napieralskiemu brakuje wizerunku, na który mogliby zagłosować młodzi. Ale też ma im niewiele do zaoferowania. Może oczywiście przekonywać, że trzeba patrzeć w przyszłość. Tyle że z ostatnich miesięcy jego partia najbardziej kojarzy się z walką o media, obroną pomostówek i ubeków w Trybunale. Kiepska rekomendacja, panie Grzegorzu.



























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!