Stypa i zmiana w CBA. Historia prawdziwa
"Bardzo się starałem, aby uczestniczyć w pożegnalnej Tajnej Naradzie Roboczej Aktywu Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Jadwisinie. Czego to nie próbowałem! Przebierałem się za kelnerkę, za dobermana, nawet za ręcznik. Łapano mnie nieustannie. W CBA pracują, było nie było, najlepsi. Wylatywałem, jak mawia klasyk, na kopach. Wreszcie, zdeterminowany, przebrałem się po prostu za Mariusza Kamińskiego" - pisze na łamach DZIENNIKA w prześmiewczym tonie Jan Wróbel.
- Oluś zawsze był krętaczem
- Łże-gratulacje dla Putina
- CBA balowało w rządowym ośrodku
- Premier zapracowany? Biada nam!
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-02-12

temp. min -23°C max. 0°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Tak jak się spodziewałem, tym razem nikt mnie nie śmiał zatrzymać. Przeciwnie, chłopaki z CBA klepali mnie po plecach. Dziewczyny (ale jakie!) całowały z tzw. dubeltówki. "Jeden
za wszystkich, wszyscy za jednego" - szepnął mi wiarus z Biura, "Halski". "Szefie, jakby Sawicką wypuścili, to szef się nie martwi. Ja jej oczy
wydrapię" - obiecała agentka 90-60-90. Obejrzeliśmy "Życie na podsłuchu", "3.10 do Yumy" i "Makbeta". Za pięć złotych można
było kupić kolejkę rzutków do podobizny pewnej znanej polskiej polityczki.
A jeszcze pieśni, toasty! "Za prezydenta!". Wypiliśmy. "Za Antykorupcję na świecie!". Wypiliśmy. Przy hymnie CBA ("My, superbrygada, agentów
gromada, na stos rzuciliśmy...") serca płonęły. I nowy toast: "Za tych, co na Platformie"! I dawaj, "Rotę". I "Obława, obława, na wilcze
oczy obława".
Nieuniknione stało się ciałem. Spotykam Mariusza. Chwila milczenia. Nie daję mu szansy. "Chłopcy, widzicie tego łże-szefa? Za okno z nim!" - krzyczę. Tłum w ekstazie
wykonał polecenie.
No, a teraz mam kłopot.





































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!