Skok na bungee
Przeczytałem w sobotnim "Fakcie" tytuł - "Koszmar świątecznych zakupów" i westchnąłem z żalem - jaka to jednak szkoda, że "Fakt" nie ukazywał się w stanie wojennym. Co to jednak znaczy wolna prasa. Wtedy wszystko było podporządkowane propagandzie i pamiętam z tych czasów tytuł w "Życiu Warszawy" - w święta ciastek wystarczy dla wszystkich. Podobnie, w innej epoce, twierdziła Maria Antonina - pisze w "Fakcie" komentator Maciej Rybiński.
- Goło, ale wesoło
- Już starożytni Rzymianie
- Szykują się lekarskie protesty o czas pracy
- Rybiński: Raz na ludowo
- Służby specjalne bezustannie na służbie
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ale wracajmy do rzeczywistości. Ciastek tym razem naprawdę wystarczy dla wszystkich, ale co lekarzami, badaniami i zabiegami? Trwają dalej manewry wokół reformy służby zdrowia, ale trochę mnie razi to, że punktem odniesienia wszystkich dyskusji są lekarze i pielęgniarki. A co z chorymi? Przecież zasadnicznym celem wszystkich zmian powinno być ułatwienie życia (zwłaszcza dalszego) chorym, a nie wyłącznie poprawienie życia personelu medycznego. Służba zdrowia jest w pierwszym rzędzie dla chorych, o czym wszyscy już, zdaje się, zapomnieli. W rządzie panika, bo od 1 stycznia wchodzi w życie dyrektywa Unii Europejskiej zakazująca lekarzom pracy dłuższej niż 48 godzin tygodniowo, a jeszcze nakazująca odpowiednio długi odpoczynek po pracy. A pacjenci? Oczekiwałbym od Unii równej troski o pacjentów, zwłaszcza że to oni są chorzy. Przydałaby się jakaś dyrektywa unijna rozstrzygająca, że pacjent nie może spędzać więcej niż 48 godzin w tygodniu w poczekalniach. W oczekiwaniu na wizytę u specjalisty, badanie, zabieg. Byłoby świetnie, gdyby pacjentom nakazano po 8 godzinach w kolejce obowiązkowy powrót do domu i co najmniej 16 godzin odpoczynku. Od razu Polacy staliby się zdrowsi.
Pewne pocieszenie dla pacjentów pozbawionych takiej troski ze strony biurokracji europejskiej, jaką cieszą się lekarze i mających na prawach wolnego rynku wyznaczony termin pobytu w szpitalu za (statystycznie) dziewięć miesięcy może być informacja, że najłatwiej przenieść się na tamten świat właśnie w szpitalu. I to nie tylko u nas. Przeczytałem akurat statystykę szpitalną z roku 2006, z której wynika, że na skutek błędów, zaniedbań i złych warunków higienicznych zmarło w szpitalach w Wielkiej Brytanii 91 030 osób, natomiast 910 303 pacjentów poniosło nieodwracalne szkody na zdrowiu. Autor tego studium, prof. Trevor Sheldon, napisał dosłownie, że pobyt w szpitalu jest równie ryzykowny, jak skok na bungee. Dla pocieszenia dodał, że zjawisko nie jest charakterystyczne dla NHS (brytyjski odpowiednik NFZ), ale typowe dla wielu publicznych systemów zdrowia na całym świecie.
Jedyne wyjście - UE powinna wydać dyrektywę zakazującą obywatelom chorowania. Bądźmy zdrowi, czego wszystkim życzę.



























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!