Kaczyński ulega Rydzykowi
Jarosław Kaczyński, uzasadniając PiS-owski projekt wprowadzenia preambuły do ustawy ratyfikującej traktat lizboński, powiedział że "nie pozwoli, by Polska stała się województwem Unii Europejskiej". To najwyraźniej dowód na to, że prezes PiS nie zrozumiał, jak innowacyjny jest traktat i model Europy, który dzięki niemu powstaje - pisze w DZIENNIKU socjolog prof. Jadwiga Staniszkis.
- Trzeba zdecydować, kto ma rządzić: prezydent czy premier
- Kaczyński naruszył zasadę medialnej demokracji
- Rydzyk stawia Kaczyńskiego pod ścianą
- Gosiewski: Chcemy traktatu, ale nie tak
- Kaczyński: Tusk jest spolegliwy wobec Niemiec
- "Zaproście Rydzyka na szefa PiS"
- Ujawniamy program nowej partii Rydzyka
- Dziesięciu posłów PiS złamie dyscyplinę
- Kaczyński robi miejsce dla Rydzyka i... Rokity
- Rydzyk: Brońcie Radia Maryja przed rządem
- PO grozi PiS przyspieszonymi wyborami
- Kaczyński zaplątał się w sieci
- Najbardziej wpływowi ludzie w Polsce
- Awantura o unijny traktat
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W rzeczywistości bowiem traktat zwiększa rolę państw i polityczności w Unii. Tożsamość Europy, którą tworzy, nie jest żadną hierarchią podmiotów opartą na ujednolicaniu struktur - tak jak jest w wypadku tradycyjnego państwa narodowego. Opisana w traktacie tożsamość Unii staje się raczej polem wyborów dokonywanych przez państwa i polityków między pozostającymi w stałym napięciu normami kulturowymi i prawnymi. W traktacie zawarte są instrumenty, które pozwalają poszczególnym państwom na elastyczne dokonanie tych wyborów, na stworzenie swojej własnej kombinacji norm. Dokument wymusza jedynie refleksję nad własną tradycją i stadium rozwoju danego państwa. Takie lekkie, refleksyjne zarządzanie zwiększa suwerenność poszczególnych państw. W każdej materii bowiem traktat pozwala dokonywać poszczególnym państwom indywidualnych wyborów.
Co więcej - traktat lizboński jest elastyczny nawet w zakresie pomocy ekonomicznej. To od polityków poszczególnych państw zależeć będzie zakwalifikowanie typu pomocy - choćby dla naszego PKP - jako albo usługi publicznej - co da większe środki i jednocześnie otworzy pole konkurencji - albo też jako pomocy społecznej, skierowanej na samowystarczalność tej instytucji. W każdym właściwie artykule traktatu zawarte są możliwości wyboru dla państw narodowych.
Traktat tworzy więc nowy model Europy, oparty na zwiększonej autonomii biurokracji wymierzonej w dyktatorskie zapędy wielkich państw i w bilateralne sojusze - jak na przykład układ Rosja-Niemcy. Zwiększenie roli biurokracji służy zapewnieniu równomiernego rozwoju poszczególnych państw i pilnowaniu jednakowych reguł obowiązujących wszystkich członków Unii. Temu, by choćby w zakresie bezpieczeństwa energetycznego, nie został poszkodowany kraj taki jak Polska.
To traktat, który jest naprawdę dobry i stwarza pole do porozumiewania się polityków ze społeczeństwami - właśnie dlatego, że podnosi podstawowe, kluczowe problemy Europy nie przedstawiając jednocześnie gotowych rozwiązań.
Rozumiem zatem, że część posłów PiS pozostaje pod wpływem środowiska bliskiemu o. Rydzykowi, w którym na co dzień funkcjonują. Ale Jarosławowi Kaczyńskiemu naprawdę się dziwię. Sprzeciwia się on bowiem powrotowi państwa narodowego w najlepszej dla nowoczesnej prawicy odnowionej i refleksyjnej formule. Ulega w tym zaś ludziom z kręgu LPR, Radia Maryja, postaciom takim jak Jerzy Robert Nowak. Te środowiska lokalnymi kanałami wpływały na poszczególnych posłów PiS, których losy mimo wszystko zależą bardziej od regionu niż Jarosława Kaczyńskiego. I dopięły swego. To stwarza bardzo niebezpieczną sytuację. Zwłaszcza przy jednoczesnej labilności prezydenta, który dziś być może zapomni o tym, że sam negocjował traktat.
Kiedy zaś trwały negocjacje, skupiano się głównie na targach o system głosowania, niemal pomijając kwestie naprawdę ważne. Na to, że traktat pozwala spojrzeć na Europę jako na płaszczyznę wyborów uregulowanych wspólnymi standardami i warunkami brzegowymi.
Jeżeli więc dziś dojdzie do tego, że PiS utrudni ratyfikację traktatu, a prezydent jej nie podpisze, będzie to po prostu nieszczęście. Zwłaszcza w kontekście tego, że 80 proc. społeczeństwa popiera głębszą integrację Europy a młode pokolenie rozumie i docenia ten niedyrektywny system warunkowanego programowania i refleksyjnego zarządzania. Jarosław Kaczyński stanowczo nie powinien więc w tej materii pozostawiać pola manewru prymitywom i cynikom z kręgu Radia Maryja. Zwłaszcza, że logika prawa i tak nie pozwala na wprowadzenie żadnych zastrzeżeń do ustawy ratyfikującej traktat. Przecież jednoznacznie już zapowiedzieliśmy, że pomijamy kwestię Karty praw podstawowych. A próba dodawania dziś jakichś nowych warunków przez kogoś, kto jak Jarosław Kaczyński, traktat współnegocjował, naraża go na śmieszność.


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!