Trudno zrozumieć, o co chodzi dziennikowi "Rzeczpospolita", kiedy raz po raz zakłóca ciszę po śmierci Agaty Mróz - świetnej siatkarki, wspaniałej kobiety. Kiedy tylko w świat poszła wypowiedź ks. Adama Bonieckiego, że można się zastanowić nad jej beatyfikacją, "Rzeczpospolita" ochoczo temat podjęła. Można było odnieść wrażenie, że jest temu pomysłowi przychylna. Cytowała ks. Szczepaniaka mówiącego, że kobiety, które poświęciły swoje życie po to, by ratować jeszcze nienarodzone dziecko, stanowią "przykład postaw, które Kościół chce dowartościować w dzisiejszym świecie". Ten dodawał też, że Agata Mróz może reprezentować kobiety, które "dają przykład przeżywania relacji z Bogiem w obliczu choroby i zagrożonego macierzyństwa". Tymczasem ton publicystyki zaczął się zmieniać wraz z pytaniem jednej z dociekliwych dziennikarek "Rzeczpospolitej" skierowanym do ks. Stefana Moszory-Dąbrowskiego, kapłana Opus Dei: "Czy to, że Agata Mróz wzięła udział w rozbieranej sesji dla męskiego magazynu, może ją zdyskwalifikować (w procesie beatyfikacji)?". Ksiądz odparł: "Na pewno będzie to jakąś przeszkodą, którą trzeba wyjaśnić: czy była to naiwność, chwilowa słabość, oszustwo ze strony mediów czy w pełni świadoma decyzja, bo zły przykład może gorszyć".

Nie wyobrażam sobie, jak można stawiać takie pytania tak krótko po śmierci Agaty. Czy redaktorzy "Rzeczpospolitej" w ogóle pomyśleli o tym, jak czują się najbliżsi, których zostawiła, kiedy wszem i wobec zgłaszane są wątpliwości co do tego, czy żyła wystarczająco heroicznie? Dziennikarze po raz kolejny w ostatnich dniach wykazali się zupełnym brakiem wrażliwości i taktu. Weszli z butami w najtragiczniejsze i najbardziej intymne przeżycia męża i rodziny zmarłej siatkarki.

Ale na tym nie koniec, niestety. Pan prezydent Lech Kaczyński przyznał Agacie Mróz pośmiertnie Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Mąż Jacek Olszewski wyraźnie wytłumaczył, dlaczego nie przyjmie odznaczenia dla zmarłej żony. Pewnie miał już dosyć wrzawy medialnej wokół jej śmierci. Powiedział wprost, że wyróżnienie należy się raczej lekarzom kliniki hematologii, którzy walczyli o życie Agaty.

Tymczasem czołowy publicysta "Rzeczpospolitej" Rafał Ziemkiewicz wie lepiej: w jego przekonaniu wdowiec uczynił ten gest w ramach politycznej demonstracji. Pan Ziemkiewicz po raz kolejny dowiódł, że zna się w tym kraju na wszystkim: na lustracji, polityce zagranicznej, historii, aborcji, a nawet na psychologii i tajnikach ludzkiej duszy. Na łamach gazety stwierdził, że nie przyjmując odznaczenia, Jacek Olszewski "włącza zmarłą żonę w grę polityczną" i daje wyraz swojej niechęci do prezydenta Kaczyńskiego, a także wykazuje się "małostkowością, brakiem sensowności i fobiami politycznymi".

Takie słowa najwrażliwszy z publicystów skierował pod adresem człowieka, który stracił żonę i matkę swego nowo narodzonego dziecka. Nie wiem, jak można w czasie tych pełnych łez, dramatycznych dni deptać brudnymi buciorami prywatne życie rodziny w imię obrony Lecha Kaczyńskiego. Mam przy tym pewność, że sam prezydent jako człowiek wrażliwy ze zrozumieniem przyjął decyzję męża Agaty Mróz. Naprawdę nie potrzebuje on do obrony swojego autorytetu takich adwokatów jak pan Ziemkiewicz.