Jeśli hiszpański rząd podzieli opinię parlamentarzystów, a jest to wielce prawdopodobne, zakazane będzie wykorzystywanie małp w cyrkach i reklamach oraz prowadzenie na nich eksperymentów, czego zresztą i dziś się nie robi.

Słuszna ta inicjatywa wydaje się jednak mocno niekonsekwentna. O ile mi wiadomo, w Hiszpanii żadne małpy nie żyją na wolności (Gibraltar to nie Hiszpania), a już na pewno nie ma tam człekokształtnych, prawda? Jednocześnie rezolucja nie zakazuje przetrzymywania małp w ogrodach zoologicznych. Jak to tak, obywatela bez wyroku zamykać? Bez zgody sądu? Jak to się ma do prawa do wolności? Co z tego, że małpy będą żyły w dużo lepszych warunkach. A poza tym, czy nie wzbudzi to grożącej depresją frustracji u słoni, lwów i osłów? A nawet zwłaszcza osłów.

Wygląda wręcz na to, że hiszpańskie szympansy i goryle będą dyskryminowane: będzie je można bowiem internować w zoo, ale nie pozwoli się im zarobkować (cyrk, reklama). A co jeśli chciałyby odłożyć trochę grosza na edukację dzieci w przedszkolach i szkołach intergatunkowych?

"To historyczny dzień w walce o prawa zwierząt i obronę naszych towarzyszy ewolucji" - entuzjazmował się szef Projektu Wielkich Małp w Hiszpanii Pedro Pozas. W wypowiedzi tej mą uwagę przykuło słowo "towarzysze” i nie jest to chyba wynik przewrażliwienia. Światowe agencje podkreślają bowiem, że hiszpańska rezolucja czyni kraj ten lewicowym pionierem w Europie. Przyznanie małpom części praw obywatelskich cokolwiek skomplikuje jednak rzeczywistość społeczną i polityczną Półwyspu Iberyjskiego. Dotychczas w ramach walki o równouprawnienie połowę hiszpańskich ministrów stanowią kobiety. Czy w nowej sytuacji nie godzi się rozważyć choćby trzydziestoprocentowego parytetu dla goryli?

Proszę mnie zrozumieć: cyrki mnie nie bawią, a wszelkie okrucieństwo wobec zwierząt oburza mnie i gorszy. Uważam też, że każda inicjatywa temu zapobiegająca jest słuszna. Zastanawia mnie tylko, dlaczego lewica tak usilnie zabiega o powiększenie zasobów obywateli (prawo do głosu dla szesnastolatków to przy prawach człowieka dla orangutanów pikuś)? Czyżby tylko tam szukała swej wyborczej szansy?

Ale jeśli hiszpański projekt przejdzie, to przypominam, że następnym bliziuteńkim krewnym człowieka, w świetle DNA niemal nieodróżnialnym, pozostają świnie. I co, zjedzą sobie państwo pieczeń z obywatela?