Obłowię się. Już wkrótce dostanę jakieś 4,5 miliona złotych, autentycznie. To prawie pewne. Ale od początku. Otóż jak państwo wiedzą, w stolicy naszej z mozołem powstaje (to taka figura retoryczna, na razie nic tam nie powstaje) Stadion Narodowy.

Tuż obok niego, po drugiej stronie Wisły, chcą wybudować stadion Legii. Jeden, na 50 tysięcy widzów, postawi za półtora miliarda złotych państwo, drugi, trzy razy tańszy, na 30 tysięcy - władze stolicy. Wszystko dlatego, że Warszawa to zamożne miasto, metra ma od metra i trochę, mosty buduje nawet wzdłuż rzeki, bo w poprzek się nie mieszczą, betonuje się studzienki kanalizacyjne, bo drogi już wybetonowane, pływają tu wodoloty, parostatki, pędzą szynobusy z Okęcia, a forsa leje się strumieniami. Są też co prawda przejściowe trudności i niektórych mostów się jednak nie wybuduje, dróg takoż, a o pałacach i metrze szkoda gadać. Wszystko przez to, że drożyzna straszna i trzeba ciąć koszty.

Spytają więc państwo, czemu, skoro nie starcza na mosty, fundujemy sobie dwa stadiony, jeden od drugiego o rzut kamieniem? Ano dlatego, że władze Legii już zapowiedziały, że na cudzym stadionie grać nie będą. "Czy Chelsea albo Arsenal wynajmują Wembley?" - pyta dramatycznie wiceprezes Drabczyk. Ale szczególny złośliwiec mógłby spytać władze całkiem prywatnego klubu i prezydent Warszawy, kto zapłacił (430 milionów funtów!) za Emirates Stadium? A kto płacił ponad sto lat temu za Stamford Bridge? Podpowiem, że nie miasto.

Rozumiem, że Angole mogą mieć swoje idiotyczne zwyczaje, a my swoje, ale czemu w takim razie Warszawa nie wybuduje stadionu również Polonii, żeby pozostać tylko przy ekstraklasie? Nie jestem przeciwnikiem budowy stadionu Legii, ale zastanawia mnie podział kosztów: właściciele - 12 milionów za projekt, miasto - 500 milionów za resztę.

Rozumiem, że Hanna Gronkiewicz-Waltz chce prywatnej firmie sprezentować pół miliarda, czyli jeden widz na Legii wart jest prawie 16 tysięcy złotych. To ja mam sprawę. Otóż tak się złożyło, że kupiłem niedawno mieszkanie, ponoć po pewnym pisarzu. Mam też w domu obraz - znaczy lokal jak najbardziej podpada pod obiekt kultury, nieprawdaż? A że prywatny? No cóż, Legia też nie państwowa. Odwiedza mnie średnio 10 osób tygodniowo, po odliczeniu wakacji i epidemii grypy niech będzie, że 300 rocznie. Czekam więc na przelew od władz miasta. Za 4,5 miliona pani prezydent będzie mogła u mnie przeciąć wstęgę. Woli pani, żebym zawiesił na drzwiach czy od razu na barku?

Że bredzę i żadnych pieniędzy nie zobaczę? A to dlaczego? Czyżby ewentualna hojność władz miasta dla Legii miała drugie dno? Na przykład takie, że właścicielem Legii jest ITI, a nikt, z partią pani prezydent włącznie, nie chce zadzierać z TVN?