Dziennik.plOpinie

Środa, 23 maja 2012

Imieniny: Iwony, Emilii, Dezyderiusza

IPN a sztuka przyrządzania fondue

2008-09-17 | Ostatnia aktualizacja: 18:11 | Komentarze: 0 | skomentuj

Listopad 2006, rząd Kaczyńskiego i przystawek. Z pracy w IPN rezygnuje młody naukowiec, nazwijmy go dr Andrzej Fraszka. Przez starszych kolegów ceniony za dociekliwość, warsztat i poruszanie niewygodnych tematów, ale karcony za zideologizowanie, kontrowersyjne poglądy i jednoznacznie LiD-owskie sympatie. Odchodzący historyk oskarża przy tym PiS o zamach na niezależność badań naukowych i chęć obcięcia budżetu IPN - pisze w DZIENNIKU Robert Mazurek.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 31°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Jak reagują media? Na której stronie ląduje informacja o tym? Które kanały informacyjne przerywają swe programy, by zająć się tą bulwersującą sprawą? Ile list Fiuta powstaje w tej sprawie?

Tego samego dnia marszałek Sejmu Ludwik Dorn przyznaje, że owszem, dzwonił z pretensjami do dyrektora stołecznego IPN, który zaprosił go na spotkanie z młodzieżą w liceum, które niegdyś Dorn kończył. Marszałek mówił o KOR, ale tydzień później, do tej samej jego szkoły na spotkanie o KOR zaproszono małżeństwo Wujców i Lityńskiego. "Skandal!" - krzyczy rozeźlony marszałek - "gdybym wiedział o tym, że jestem częścią cyklu, przemyślałbym swoją obecność!" I znów, jak reagują media?

Wymyślenie tych przykładów nie było, jak się państwo domyślają, rzeczą trudną. Nie trudno było również przewidzieć reakcję mediów, która towarzyszyłaby takim wydarzeniom dwa lata temu. Trudno co najwyżej zrozumieć podwójne standardy, jakie media stosują dziś. I żeby było jasne - jakiekolwiek pretensje można kierować właśnie do dziennikarzy, nie do polityków. Co do nich nikt chyba nie miał złudzeń.

Z zasady nie zabierałem głosu w sprawie IPN i wszystkich jego zbrodni, bo nie lubię się przekrzykiwać, a poza tym nie słyszałem w tej łomotaninie niczego nowego. Teraz jednak wypowiedziały się już wszelkie autorytety i intelektualiści jak Hanna Lis, która stwierdziła w "Wiadomościach", że Cenckiewicz sprowadził dorobek Wałęsy do współpracy z SB, i myśl ta poraża wprost trafnością. Rozumiem, że redaktor Lis książki Cenckiewicza i Gontarczyka - która, przypomnijmy, nosiła tytuł "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" - nie czytała, ale też nie za czytanie książek Hannę Lis kochamy. Ktoś mógłby jednak pani redaktor podrzucić choć okładkę, by zakonotowała, że jest to przyczynek do biografii (co autorzy przezornie uwidocznili już w tytule), a nie kompletna biografia. Historycy chcieli pokazać - inna sprawa, na ile im się to udało - tylko fragment życia tej nietuzinkowej postaci, jaką jest Wałęsa. Czy mają do tego prawo? Nie! - krzyczy chór. Proszę wybaczyć proste pytanie: A dlaczego?

Rozumiem, że jeśli hipotetyczny Mazurek w wywiadzie z Ludwikiem Dornem spyta o to, jak ten przyrządza fondue, to pani redaktor Lis uzna, że robi z Dorna kucharza czy szwajcarskiego pastucha?

Robert Mazurek
Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

«